poniedziałek, 1 września 2014

3.6 - ostatnia część rozdziału trzeciego


Jednak powróciłeś, sprawiając, że czułam się jak kiedyś

Dostałam miejsce w samolocie tuż przy oknie, więc nie czekając na nic ustawiłam się jako pierwsza w kolejce do wejścia na pokład. Nie sprawdziłam, kto siedzi koło mnie - nie miało to najmniejszego znaczenia. Leciałam do Adelaide. Miałam spotkać Caluma. Znowu. Moje serce podskoczyło na myśl o nim, więc wzięłam głęboki oddech, próbując je uspokoić.
- I jak? - spytał Ashton z uśmiechem, przytulając mnie od tyłu.
- Trochę się boję. - przyznałam.
- Czego?
- Tego, że nie zaakceptuje mnie taką, jaką jestem. I że wścieknie się na ciebie za to, że mnie przeleciałeś. Dwukrotnie.
- Nie chciałbym być tylko facetem od pieprzenia - mruknął cicho, ale to usłyszałam.
- Nie chciałbyś? - spojrzałam na niego zaskoczona.
Ashton westchnął chwytając moją rękę.
- Podczas tych kilku tygodni, które razem spędziliśmy, zrozumiałem, że coś do ciebie czuję. Może to nie jest miłość, na pewno nie kocham cię w sposób, jaki robił to Calum. - robił? - Ale na pewno to jest coś. I nie mogę tego ignorować.
Stałam przednim, co chwilę otwierając usta, żeby coś powiedzieć, jednak zamykałam je prawie od razu, odrzucając dobrane w głowie słowa. W końcu Ash wybawił mnie z opresji:
- Rozumiem, że to może być dla ciebie, um, trudne do zaakceptowania, bo na pewno jeszcze kochasz Caluma i nie chcesz być wobec niego nie w porządku...
- Calum nie ma nic do rzeczy. Też nie jesteś mi obojętny, Ashton – wyszeptałam, przygryzając mój nowy kolczyk w wardze. Zrobiłam go niedawno, ale już go kocham. Oh, no i w końcu zdjęłam wszystkie opatrunki z tatuaży! Z resztą, nieważne. Uh.
- Naprawdę? - spytał z nadzieją, chwytając moją twarz obiema dłońmi. Uśmiechnęłam się do niego i skinęłam. Ash przyciągnął mnie do siebie i pocałował z pasją. Cholera, jak ja uwielbiam takich facetów.
Odsunęłam się po chwili, słysząc gwizd za plecami. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam nikogo innego jak Iana.
- Cześć, piękna – mrugnął do mnie i podszedł, zamykając mnie w ciasnym uścisku.
- Heeeej – uśmiechnęłam się szeroko, kiedy odsunął się ode mnie.
- Co u ciebie?
- Właściwie to nic. A u ciebie? Jak Melanie?
- Tylko się pieprzymy, jejku, to nie taka wielka sprawa, nie chcę od razu się jej oświadczać, okej – burknął, a ja spojrzałam na niego podejrzliwie. Postanowił zmienić temat. - To co? Gotowa na Adelaide? - zapytał, a ja zmarszczyłam brwi.
- Jedziesz do Adelaide? Przecież nawet nie jesteś ze mną w klasie.
- Sam zafundowałem sobie tą wycieczkę – wyszczerzył się, a ja przewróciłam oczami.
- Nielegalny handel?
- Shhhhh – położył palec na moich ustach i roześmiał się. Podniósł wzrok i zauważył Ashtona, który stał w miejscu, nie do końca wiedząc, jak się zachować.
- O, hej! Andrew...?
- Ashton – poprawił go z uśmiechem. - Cześć.
Bramki otworzono w tej samej chwili, a moment później byłam już po drugiej stronie, wchodząc do samolotu i zajmując swoje miejsce. Wpatrywałam się w pas startowy przez okno po mojej prawej stronie, więc podskoczyłam w miejscu, kiedy usłyszałam swoje imię. Odwróciłam głowę i zamarłam.
- Alice?
- O mamciu, siedzisz koło mnie w samolocie! - uśmiechnęła się.
- Ale... Ale... Nie przeszkadza ci to, że jestem teraz, um... inna? - jąkałam się.
- Oczywiście, że nie. Cenię twoje wnętrze, nie to, jak wyglądasz, nawet nie to, że zmieniłaś faceta – spojrzała na mnie z wyrzutem. - Przegrałam przez ciebie piętnaście dolców.
- Co? Dlaczego?
- Założyłam się z Nashem, że wytrwacie ze sobą jeszcze co najmniej sześć miesięcy. W dupę jeża. - skrzywiła się.
- Woah, woah, woah, nie szalej tak z tymi przekleństwami – zadrwiłam, a ona pokazała mi język. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak mi jej brakowało.

***

Właśnie byliśmy w drodze do kolejnego kościoła, kiedy stwierdziłam, że chcę umrzeć. Serio. Nie myślałam, że miasto kościołów naprawdę będzie składało się tylko z kościołów.
- Hej, co jest? Nie cieszy cię wizja kolejnej świątyni? - zaśmiała się Alice, a ja pokazałam jej środkowy palec. Obstawiałyśmy pierwszą parę, bo stwierdziłyśmy, że lubimy prowadzić. - Oj, wyluzuj, jutro mamy czas wolny, więc obejrzymy kilka innych, o wiele ciekawszych miejsc.
Czas wolny.
Spotkanie z Calumem.
Głośno przełknęłam ślinę i skinęłam.
- Witam, moje panie – powiedział Ian, wchodząc pomiędzy nas i kładąc obie ręce na naszych barkach. Ja przewróciłam oczami, a Allie zachichotała rumieniąc się. Spojrzałam na nią podejrzliwie, jednak postanowiłam o to nie pytać. Zamiast tego wyplątałam się spod ramienia Iana.
- Tak właściwie to co wasze nauczycielki na fakt, że jakiś starszy koleś was podrywa, hę? - mrugnął do Alice.
W tym samym momencie zza zakrętu wyszedł jakiś roześmiany chłopak i, oczywiście, zderzył się ze mną. Zatoczyłam się do tyłu, jednak utrzymałam równowagę. Masowałam łuk brwiowy, którym niefortunnie uderzyłam w bark nieznajomego.
- Patrz, jak chodzisz, frajerze.
- Um... Ronnie... - usłyszałam Alice za sobą, więc podniosłam wzrok i spojrzałam na mojego 'oprawcę'. Ja pierdolę. Otworzyłam szeroko oczy i usta, trawiąc obraz przede mną. Chłopak wyglądał dosłownie tak samo.
- Veronica? - wyszeptał w końcu, a ja zamrugałam kilka razy, wpatrując się w jego brązowe tęczówki.
- Calum?

------------
Okej, pozdrawiam wszystkich, którzy to czytają i jeszcze ze mną wytrzymali.

Postaram się od teraz rozdziały dodawać na zmianę tutaj i na Letters, ale nie obiecuję, że mi się uda, ze względu na mój plan (pozdrawiam również fakt, że w środy i piątki mam trening na 17:30, a godziny w których kończę są po prostu śmieszne)





Tsa.

Miłej nocy i powodzenia wam wszystkim jutro, trzymajcie się jakoś xx Kocham was!

Ps. Wiecie, czyja perspektywa powraca w 4 rozdziale? :D

Obserwatorzy