poniedziałek, 11 sierpnia 2014

3.4


I jesteś teraz tylko problemem, o którym myślę po nocach.

- Veronica... - wyszeptał Ashton, a ja uniosłam głowę, patrząc mu w oczy.
- Hm? - spytałam z uśmiechem, kładąc głowę na jego piersi. Tak samo, jak kiedyś kładłam ją na torsie Caluma.
Wróć. Nie. Calum nigdy nie istniał, pamiętaj o tym.
- Co z twoimi rodzicami? Nie martwią się o ciebie?
- Już dawno przestałam ich obchodzić. Zaczęli mieć mnie gdzieś, kiedy odnalazłam siebie.
- Czyli to, czym jesteś teraz, tak?
- To? - zmarszczyłam brwi. - Co masz nam myśli?
- Tą dziewczynę, która ma niebieskie włosy, kolczyk w nosie i mnóstwo tatuaży.
- Mam tylko niebieskie pasemka - zaprotestowałam, a on westchnął.
- Wiesz, że nie o to chodzi, Ronnie. Zawsze mi na tobie zależało, wiesz, jak na przyjaciółce, mimo że się nie znaliśmy. Ale miałem do ciebie ogromny szacunek, bo sprawiałaś, że Calum był szczęśliwy. Nie sądzę, żeby teraz ucieszył się, widząc cię.
- Pierdolić Caluma - powiedziałam. Moje serce skręciło się z bólu i zaczęło skomleć po tych słowach, jednak rozum spoliczkował je momentalnie, więc się zamknęło.
- Oj, Ronnie, Ronnie... - Ashton zaczął bawić się moimi włosami, a ja chciałam krzyknąć, żeby przestał, ale zagryzłam wargi i tego nie zrobiłam. - Co chcesz na obiad?
- Co? Przecież przed chwilą jedliśmy lunch.
- Już siódma, złotko - zaśmiał się, a ja wstałam i ruszyłam w kierunku łazienki. Usłyszałam za sobą gwizdanie. - Niezły tyłeczek, Darkstone.
Pokazałam mu środkowy palec i celowo podciągnęłam koszulkę jeszcze wyżej, prezentując mu jeszcze większy kawałek mojej pupy.
- Mmm... Śliczna - zachichotał.
Przeszłam do kuchni i zajrzałam do lodówki.
- Ash, chyba dzisiaj jemy jogurt - skrzywiłam się.
- Co? Dlaczego? - spytał, stając w progu.
- Twoja lodówka jest bardziej pusta niż wnętrze głowy Julie.
Wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Irwin przeszedł na korytarz, żeby je otworzyć.
- Um.. Dzień dobry?
Zamarłam. O nie.
- Dzień dobry, Ashton. Jest u ciebie Veronica, prawda?
- Ja...
- Jestem - powiedziałam sucho, stając w progu kuchni.
Mama wyglądała dokładnie tak, jak ją zapamiętałam. Była uczesana w idealnego koka. Miała na sobie czarno-białą, dopasowaną sukienkę i szare szpilki. Oh, oczywiście. Pieprzona perfekcja.
Za nią stał Tony, który patrzył mi prosto w oczy. Widziałam w nich rozczarowanie, prawie tak widoczne jak żal czy smutek. Był ubrany tak, jak zwykle - bluza i czarne jeansy. Te cholerny jeansy, które przypominały mi o nim.
- Jak ty wyglądasz, Veronica! - oburzyła się mama, a ja wywróciłam oczami. - To z nim teraz sypiasz?
- Sypiam z kim chcę, Kristine. Mam siedemnaście lat.
- Co nadal czyni cię niepełnoletnią!
- Ups - wzruszyłam ramionami. Już miałam wrócić do kuchni, jednak zatrzymałam się w połowie i spojrzałam na nią z pogardą. Nienawidziłam tej kobiety. Nie wiedziałam, jak wytrzymałam z nią tak długo. - Co do twojego pytania: tak, spałam z nim. Dwa razy! - udałam zaskoczoną, po czym zaniosłam się śmiechem i wyszłam, zostawiając ją oniemiałą.
Po chwili usłyszałam ciche ,,przepraszam" z korytarza i dźwięk zamykanych drzwi. W kuchni pojawił się Ashton, pocierając swój kark ze zdenerwowania.
- Łał, Ronnie, to było... Łał - pokręcił głową, a ja uniosłam jedną brew. Tuż za nim stał Anthony.
- O, hej, Tony! - uśmiechnęłam się sztucznie. - Co tu jeszcze robisz? Nie brzydzisz się swojej siostry?
- Nigdy nie będę się ciebie brzydził, Veronica. Zastanawia mnie tylko jedno - gdzie podziała się ta dziewczyna, która pisała list do swojego wylatującego do Adelaide chłopaka, rzucała się na halę odlotów, żeby tylko porozmawiać z nim ostatni raz? Gdzie jest Ronnie? Bo to, co stoi przede mną, zdecydowanie nią nie jest.
Spojrzałam w dół. Nie mogłam pozwolić, by spojrzał mi w oczy. Za dużo można było z nich wtedy wyczytać. Cały ból, który w sobie tłumiłam przez cztery miesiące, wyszedł na zewnątrz w postaci gigantycznego noża i wbijał mi się w plecy z każdym oddechem.
- Wyjdź - wyszeptałam, a on bez słowa wypełnił polecenie.
Kiedy usłyszałam, że drzwi wejściowe się zamykają, wybuchłam niekontrolowanym płaczem. Po prostu szlochałam, wypłakując resztki mojego cierpienia, złości, smutku, żalu. Żalu do samej siebie, że tak łatwo pozwoliłam się zmanipulować.
Ashton objął mnie ramionami i przyciągnął do siebie, gładząc moje włosy. Co jakiś czas szeptał mi do ucha, że będzie dobrze, jednak już w to nie wierzyłam. Sama nie wiedziałam, kim jestem. Ani poprzednia, ani obecna Ronnie nie jest tą właściwą.
Czy właściwa Veronica Darkstone w ogóle istnieje?
Bardzo możliwe, że nie. Może po prostu za bardzo skupiłam się na poszukiwaniach, nie zauważając prawidłowej odpowiedzi?
- Chcesz o tym pogadać? - spytał Ash, a ja pokręciłam głową. Jedyną osobą będącą w stanie to zrozumieć, był ten cholerny Hood, który uciekł ode mnie z Patricią Finefry.
- Muszę zadzwonić - wyszeptałam i wyplątałam się z jego objęć, chwytając telefon ze stołu. Boże, jak dawno nie wybierałam tego numeru.
- Halo? - usłyszałam roześmiany ton Caluma i rozpłakałam się ponownie. - Ronnie? Co się stało?
- Wszystko jest nie tak, jak powinno, wiesz? Nie powinnam teraz płakać, powinnam znowu upijać się do nieprzytomności albo zaliczać jakiegoś losowego faceta. Ale na pewno nie powinnam płakać. - powiedziałam, bezradnie wzruszając ramionami, mimo że nie mógł tego zobaczyć.
- Co? Dlaczego? Martwisz mnie, Veronica.
- Sama siebie martwię. Szkoda, że cię tu nie ma. Pewnie gdybyś nie wyjechał, wszystko byłoby w porządku.
- Ja... Przepraszam, szefie, to naprawdę ważne. Czy Patricia nie może tego zrobić?... Dobrze, będę za pięć minut, w porządku?
- Calum...- wyszeptałam, dławiąc się swoimi łzami.
- Przepraszam, już jestem. Nie wiem, o czym mówisz, ale cholernie mi się to nie podoba. Jedziesz na wycieczkę? - spytał zaniepokojony, a ja zmarszczyłam brwi.
- Jaką wycieczkę?
- Wasz rocznik jedzie na wycieczkę do Adelaide za dwa tygodnie. Nie powiedzieli ci?
- Nie pojawiłam się w szkole od dwóch miesięcy - przyznałam, a on westchnął.
- Jest aż tak źle? Co na to Kristine i Patrick?
- Mam gdzieś ich opinię.
- Dobrze, okej - zrobił się nerwowy, po czym rzucił do słuchawki: - Słuchaj uważnie, Ronnie, musisz jechać na tą wycieczkę, nie wiem, co zrobisz, ale muszę się z tobą spotkać.
- Okej - przytaknęłam, a kiedy już miał się rozłączyć, zatrzymałam go. - Calum!
- Tak?
- Pozdrów Patricię. - uśmiechnęłam się sama do siebie i wcisnęłam czerwoną słuchawkę.
W kuchni nastała grobowa cisza, przerywana tylko miarowym tykaniem zegara.
- Veronica, czy ty właśnie... - spytał zdezorientowany Ashton.
- Tak. Właśnie zadzwoniłam do Caluma Hooda, a on grzecznie mnie spławił.

------------------
Mam 2 minuty, aaa!
No więc, bardzo dziękuję za wyświetlenia i komentarze i w ogóle za wszystko, mwah! <3 Big love xxx
Część dedykuję @irwinxangelx i @NancyStylees, obie bardzo chciały, żeby RonRon i Ash się przepieprzyli, proszę, nawet twice! :D
No tak, hahahahha
Zapraszam na moje nowe fanfiction o Michaelu, trochę inny klimat, ale moim zdaniem ciekawe ;)

www.wattpad.com/story/21054754-letters-m-c

I followujcie roleplayery z tamtego opowiadania! (niestety, te ze Studniowej nie działają za dobrze, hahahha XD)

Dianna - @LettersDianna
Mike - @LettersMichael

Poza tym, planuję przerwę 'techniczną' w Rogu, czyli prościej mówiąc - robię sobie urlop. Chcę uporządkować fabułę w głowie, jakoś coś mi się pomieszało teraz i chyba mi się nie zmieści w tych sześciu częściach cały trzeci rozdział, lel

Także ten, nie wiem, kiedy 3.5, nie pytajcie mnie o to, bo każde jedno pytanie przedłuża okres waszego oczekiwania o jeden dzień.

Pozdrawiam moją mamę, która przeczytała całą tą część, bo zostawiłam ją włączoną na komputerze, już całą napisaną i czekającą na poprawki, haha, chyba mnie nienawidzi XD

Kocham was bardzo mocno! x I do następnego aka nie wiem kiedy xd

piątek, 8 sierpnia 2014

3.3


Nawet Ashton Irwin. On zdecydowanie był księciem. I prostytutką.

- Co? Ale jak? Veronica, jak to... Kiedy? - plątał się, lustrując mnie wzrokiem. - Nie ogarniam. - no to jest nas dwoje, Ash.
- Co: trochę się zmieniłam. Jak: farba do włosów, piercing, tatuaże. I ubranie. Kiedy: w ciągu czterech miesięcy od wyjazdu twojego pieprzonego kumpla - prychnęłam, a on spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Calum nadal cię kocha, Veronica. Nie musiałaś robić... tego.
- Tak mi dobrze - ucięłam. - Nie muszę się przejmować tym, co pomyślą inni. Robię to, co chcę.
- Puszczając się? - wypalił, a ja zmierzyłam go wzrokiem. Gnojek.
- A ty? Jesteś od teraz męską prostytutką? - zadrwiłam, a on spuścił wzrok.
- To osobisty temat, zostaw go w spokoju, okej?
- Aha, więc ty możesz wtrącać się w moje osobiste tematy i podważać moje decyzje? - spytałam z niedowierzaniem, a on westchnął ciężko.
- Dzwoniłaś do niego?
- Po co? I tak pewnie jest zbyt zajęty Patricią.
- Pracuje - zignorował moją poprzednią wypowiedź. - Jest kelnerem. Trish na razie pracuje z nim, dopóki nie pójdzie do szkoły za kilka miesięcy.
- Hood pracuje? - otworzyłam szeroko oczy, a on skinął.
- Nie chcę wam w niczym przeszkadzać... - zaczął Ian, więc przeniosłam spojrzenie na niego. - Ale stoicie w korytarzu mojego mieszkania, czy nie możecie przejść do jakiegoś pokoju jak cywilizowani ludzie?
- Zobacz, cywilizowany się znalazł - wskazałam podbródkiem na jego koszulkę z rozwścieczoną małpą. Przeszliśmy jednak do salonu.
- Hej, ona też ma uczucia! - oburzył się, a ja wybuchnęłam śmiechem. Ashton spojrzał rozbawiony na Boyce'a, po czym wystawił do niego rękę.
- Ashton Irwin - przedstawił się, a Ian ujął jego dłoń i potrząsnął nią lekko.
- Ian Boyce. A ta tu blondzia to Melanie, pewnie nawet ci się nie przedstawiła - wywrócił oczami, a ja uśmiechnęłam się na ten widok. Był najbardziej ułożony z naszej trójki, ale nadal bezpośredni.
- A ta tu brunetka jedzie ze mną - wskazał na mnie, a mi dosłownie opadła szczęka.
- Co, do cholery?!
- Słyszałaś. Jedziesz ze mną.
- Dokąd?
- Do mnie - wzruszył ramionami, a ja przyjrzałam mu się uważnie. Chyba nie mówił o... - Boże, Veronica! Nie, nie dlatego. Zamieszkasz ze mną.
- Przecież nawet cię nie znam!
- Ale poznasz. Pakuj swoje rzeczy. Co ci szkodzi spróbować? Możesz przyjechać na razie na jedną noc. To tak, jakbyś zostawała na noc po.
- Nigdy nie zostaję na noc - zaoponowałam, ale on tylko pokręcił głową.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz.
I wyszedł, zostawiając mnie w salonie samą z moimi zszokowanymi przyjaciółmi.
- Wow, chyba po raz pierwszy odkąd ją poznałam, Mel zabrakło języka w gębie - zaśmiałam się, próbując zmienić temat.
- Bo to cholerne ciacho, Ron-Ron! - wyjrzała za framugę łudząc się, że jeszcze zobaczy Irwina, jednak on już opuścił mieszkanie.
- No i? Kumpluje się z Hoodem.
- Naprawdę zamierzasz to tak rozgrzebywać? Ja pierdolę - Talbot uderzyła się dłonią w czoło, a ja dobiłam ją jeszcze w ramię. - Zamierzasz z nim pojechać?
- Nie - zaprzeczyłam kategorycznie.
- Dlaczego? Co ci szkodzi? - spytał Ian, siadając na stole. Cywilizowany człowiek, hm?
- Bo to cholerny Ashton Irwin, jak mam się do niego wyprowadzić?! - wybuchnęłam i przetarłam twarz dłońmi.
- Pojedź na jedną noc, weź tylko trochę rzeczy. Potem możesz wrócić - Melanie uśmiechnęła się do mnie sztucznie, a ja już wiedziałam. Zdecydowanie chciała się mnie pozbyć.
- Zawsze wiedziałam, że na niego lecisz - rzuciłam. Wyszłam z pokoju zanim zdążyła zaoponować. Spakowałam kilka najważniejszych rzeczy do torby i wróciłam do przyjaciół.
- Tylko, proszę, nie na blacie. Nie chcę potem kroić chleba z myślą, że wy... - wzdrygnęłam się teatralnie, po czym wybuchłam śmiechem. - Kocham was, idioci. Nie pozabijajcie się. - poprosiłam i wyszłam z pokoju.
- Nie obiecuję! - krzyknął za mną Ian, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.

***

- Daleko jeszcze? - mruknęłam, patrząc przez okno na przednim siedzeniu.
- Jedziemy dopiero pięć minut - zauważył. - Ale nie. Niedaleko.
I faktycznie. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Ashton naprawdę mieszkał z klasą. Jego mieszkanie miało wszystko, czego było mi potrzeba - dużą łazienkę, ogromne łóżko w sypialni (tylko jednej, ale była jeszcze kanapa w salonie) i szerokie parapety, na których uwielbiałam przesiadywać - jedyny nawyk, który pozostał po starej Ronnie. Może nie będzie wcale tak źle...?
- Rozgość się - rzucił, ściągając buty w korytarzu i przechodząc do sypialni. Ruszyłam za nim i położyłam swoją torbę koło łóżka z westchnięciem.

---------------
Dobra, wiem, jest krótko, ale cały 3 rozdział będzie krótki (ma mieć tylko 6 części) i ma na celu jedynie przedstawienie wam najważniejszych wydarzeń pewnego okresu. Rozdział 4 będzie o wiele ciekawszy, a 5 i 6 to już w ogóle :')

Jeśli jeszcze ktoś nie widział: moje fanfiction o Michaelu, 'nieco' inne niż Studniowa :) KLIK

Mam dziś zły dzień, więc notka trochę drętwa, uh :'c

Kocham was mocno xxxx 

środa, 6 sierpnia 2014

3.2

(((Piosenka do części:
- The Kooks - Naive)))

SUPER SPESZYL IMPORTANT NOTATKA

Każdy książę był kiedyś prostytutką.

Otworzyłam sklejone oczy i przetarłam je dłońmi. Było zdecydowanie za jasno, więc zmarszczyłam brwi i jęknęłam przeciągle.
- Cześć, piękna - usłyszałam głos i przeniosłam zmęczony wzrok w jego stronę. Chwila, jak on miał na imię? Coś na... O, właśnie. Ian.
- Dzień dobry - burknęłam do blondyna, a on skrzywił się.
- Dzisiaj nie w sosie, hę?
- Nie bardzo. Głowa mi pęka.
- Żadna nowość - wywrócił oczami, a ja rzuciłam w niego poduszką. - No co? Ostro imprezujesz, przyzwyczaj się do kaca.
- Słuchaj - zignorowałam jego słowa. - Nie masz prawa mówić mi, co mam robić, okej? Spałam z tobą kilka razy, nic więcej.
- Okej, okej - podniósł dłonie w obronnym geście, a ja dopiero wtedy zauważyłam, że trzyma butelkę wody.
- Co to? - wskazałam palcem na jego rękę, a on spojrzał w tą stronę i, jakby przypominając sobie o trzymanej rzeczy, powiedział przeciągle:
- Aaaa, no tak. Przyniosłem ci wodę i aspirynę - podał mi butelkę i niezauważoną przeze mnie wcześniej tabletkę.
- Wolałabym, żeby to była kokaina - mruknęłam, jednak popiłam lek.
- Niedoczekanie - prychnął, a ja posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Kiedy Mel tu będzie?
- Za jakąś godzinę. Podobno ma dla ciebie nowego faceta - uśmiechnął się, a ja machnęłam ręką.
- Whatever.
Podniosłam się powoli z łóżka i skierowałam się do łazienki mieszkania, które znałam już na pamięć. To tutaj najczęściej trafiałam, kiedy zalewałam się do nieprzytomności. W duchu dziękowałam Bogu za to, że spotkałam Iana. Opiekował się mną po części tak bardzo, jak Calum.
Powstrzymałam odruch wymiotny spowodowany wspomnieniem imienia byłego chłopaka i przejrzałam się w lustrze. Moje czarne włosy z niebieskimi pasemkami sterczały na wszystkie strony, makijaż był rozmazany. O, mamo.
- Iaaaaan! - krzyknęłam, jednak zaraz tego pożałowałam, kiedy moja głowa urządziła sobie pokaz noworocznych fajerwerków.
- Tak, piękna? - spytał z uśmiechem, kiedy pojawił się w drzwiach.
- Idziemy dzisiaj do tego salonu, prawda?
- Jasne. Nadal ci mało, prawda?
Spojrzałam na moją lewą rękę, która prawie cała pokryta była opatrunkami. Faktycznie, ciągle było mi mało.
- Tym razem tylko pokolorujemy tą różę - odkleiłam jeden z plastrów i wskazałam na czarno-biały kwiat koło czaszki z czarnymi włosami. Boyce skinął głową.
- Przynieść ci jakieś ciuchy z twojej zapasowej walizki?
- Jakbyś mógł? - zamrugałam uroczo, a on wywrócił oczami.
- Nie staraj się, Ronnie. I tak nie jesteś słodka.
Zaśmiałam się głośno i sięgnęłam po wacik z małej, podręcznej kosmetyczki, która leżała na wannie. Mam tutaj już tyle swoich rzeczy, że mogłabym tu zostać na zawsze i mimo to niczego by mi nie zabrakło.
Zabrałam się za zmywanie resztek makijażu, po czym nałożyłam nowy, trochę delikatniejszy z uwagi na to, że spotykam się dzisiaj z rodzicami. Wróć. Dzisiaj wracam do domu.
Chyba że ten przybłęda od Melanie okaże się całkiem przyzwoity.
- Ron? Mogę wejść? - Ian zapukał, a ja pisnęłam.
- Oh, nie! Panie Boyce, proszę nie wchodzić do swojej łazienki! Jestem naga!
- Nie żeby coś, ale już widziałem cię nagą - odparł blondyn wchodząc do środka. Uśmiechnęłam się szeroko i podziękowałam za stertę ubrań.
- Możesz już iść.
- Chętnie popatrzę, jak się przebierasz - wyszczerzył się, a ja rzuciłam w niego ręcznikiem.
- Oj, dobra, dobra! Już wychodzę!

***

- Ron-Ron Darkstone! - zaświergotała Melanie, obwieszczając nam swoją obecność.
- Mel-Mel Talbot! - odkrzyknęłam, wychodząc na korytarz. Dziewczyna schyliła się, żeby rozpiąć swoje szpilki, a za nią zobaczyłam jakiegoś chłopaka w kapturze. Uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Jak ci na imię, cukiereczku? - wysyczałam przez zęby.
- As...
- Oh, przestań. Dobrze wiesz, że nie obchodzi mnie, jak masz na imię - podeszłam do niego i pocałowałam go łapczywie, a on zrzucił swój kaptur. Kiedy odsunęłam się na chwilę, żeby przejść do pokoju, zobaczyłam na sekundę twarz przybysza i zamarłam.
- O cholera - zaklęłam pod nosem, wracając wzrokiem do chłopaka. - Ashton?
Irwin chyba skojarzył fakty, bo zmarszczył brwi i spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Veronica?

--------------------
OKEJ, DOBRA, KTO SIĘ TEGO SPODZIEWAŁ?

 *udaję, że umiem w fotoszopy*

chyba tylko ja i Marcysia, bo zna całą fabułę do samego końca, lel XD

oki doki, podjęłam decyzję i po zmienianiu zdania częściej niż kobieta w ciąży podczas okresu na zakupach, oficjalnym hashtagiem 3 i 4 rozdziału zostaje #RógFF. A co, takie jolo :D Od teraz hashtag #SklejkaFF będzie służył do spoilerowania, a #RógFF do aktualnych informacji i waszych przemyśleń.

Przy okazji, swoje przemyślenia o nowej wersji Ronnie piszcie w hashtagu #RógFF, kocham to czytać <33333

Nie, żeby coś, ale poszłam dzisiaj spać o 5 nad ranem i wstałam o 7, bo mój brat mnie obudził *oks, jak ja go kocham*, a mimo to piszę dla was tę część i nawet robię trailer Rogu! Znajdziecie go w zakładce 'Trailery', jak i tutaj:


(niestety nie wyświetlicie na telefonie, bo niestety nie umiem w jutuby, ale na komputerze/laptopie jak najbardziej x)

Może nie jest jakiś super mega wyszukany, ale podoba mi się bardziej niż ten Studniowej, lel

Wzięłam udział w konkursie na opowiadanie o pechu, jeśli ktoś ma ochotę poczytać między rozdziałami to zapraszam TUTAJ, po lewej stronie pod napisem 'Straszna strona pecha' pojawi się niedługo (albo już pojawiło?) opowiadanie pod tytułem ,,Whiskey" :)

 Dziękuję wszystkim, którzy reklamują Studniową i Róg! BIG LOVE <3 A do tych, którzy jeszcze tego nie robią - zależy mi na rozsławieniu tego ff, jest dla mnie wszystkim, poświęcam mu mnóstwo czasu itepe, itede, więc jeśli napisałybyście jednego czy dwa tweety polecające Studniową i Róg, dołączając do tego link, naprawdę byłabym wdzięczna.

Część dedykuję @neaveah, @nakedcolumn i @LaristaRoomie (pierwszej za to, że jest, drugiej za kilka miłych słów, kiedy miałam moment typu 'OMG, NIKT NIE LUBI MOJEGO FANFICTION, PO CO JA TO PISZE, OMGOMGOMG', a tej trzeciej, bo dopiero teraz dowiedziałam się, że czyta Studniową od 1.1, ale super <3)

DODAŁAM ANKIETĘ W PASKU PO LEWEJ STRONIE, ZAGŁOSUJCIE I PODPISZCIE SIĘ USEREM Z TT/IMIENIEM, W PRZYPADKU JEŚLI ZNASZ MNIE OSOBIŚCIE.

Kocham was bardzo mocno i dziękuję, że jesteście ze mną tak długo xx

niedziela, 3 sierpnia 2014

3.1

(((Piosenka do części:
- The Vamps - Last night *szczególnie do pierwszych zdań części pasują pierwsze linijki refrenu, lel*)))


Dzień minus dwudziesty ósmy; 17 czerwca

Promienie wczesnego słońca oślepiły mnie, kiedy otworzyłem oczy, wyrywając się ze snu. Budzik obok mojego łóżka wskazywał godzinę szóstą pięćdziesiąt osiem, co oznaczało, że zostały mi jeszcze dwie minuty snu. Wiedząc, że już nie zasnę, westchnąłem przeciągle i podniosłem się na nogi. Podszedłem do śpiącej po drugiej stronie pokoju i potrząsnąłem nią delikatnie.
- Hej, Trish, wstawaj.
- Budzik już dzwonił? - spytała śpiąco, chowając się pod kołdrą. Przewróciłem oczami.
- Zadzwoni za dwie minuty.
- Co daje mi jeszcze dwie minuty snu, zostaw mnie w spokoju - jęknęła i odwróciła się do mnie plecami.
Wzruszyłem ramionami i chwyciłem białą koszulę z plakietką z moim imieniem i czarny fartuch na biodra. Skierowałem się do łazienki. Zamykając drzwi usłyszałem dźwięk budzika i siarczyste przekleństwo Patricii. Zaśmiałem się pod nosem.
- Skoro teraz jest tak źle, to jak będziesz wstawać we wrześniu, hm? - krzyknąłem. W odpowiedzi otrzymałem tylko krótkie 'wal się', więc z uśmiechem na twarzy odkręciłem wodę w kranie i przemyłem nią w twarz.

---------------

Nie rozpisuję się za bardzo. Oto prolog Rogu Bańki Mydlanej, yay <3

Hashtag obowiązujący przez ten dział to #Studniowa Niech już zostanie xd jestem tak podekscytowana Rogiem, że omg, hfujsnsdn

Ten prolog dedykuję @smilemycutie, która kibicuje Sklejce i chce ją kiedyś mieć na półce jako książkę! <33333 *dla niewtajemniczonych - Studniowa + Róg + Jeszcze Niezdradzona Nazwa Ostatniego Działu = Sklejka. Czyli całe to ff to teoretycznie Sklejka.*

Btw. możecie używać również hashtagu #SklejkaFF, który będzie działał przez caaaaaaaaaałe fanfiction.

Rozdział 3 będzie miał 6 części (wraz z prologiem).

No, to chyba wszystko. Kocham was, słoneczka! x

sobota, 2 sierpnia 2014

2.20 - ostatnia część rozdziału drugiego

(((Część pisałam przy:
- Shawn Mendes - The Weight
- Shawn Mendes - Life Of The Party
- Cher Lloyd - Goodnight
- 5 Seconds Of Summer - Close As Strangers)))

Dzień setny; 9 lutego

- Jesteś pewien? - spytała po raz osiemdziesiąty ósmy Trish. Westchnąłem poirytowany.
- Tak, Finefry, jestem pewien.
Tak samo pewien jak dziewięć dni temu i tak samo pewien jak za dziewięć dni.
- W porządku. Co zamierzasz robić na miejscu? Nie wierzę, że będziesz tylko siedział w mieszkaniu i nic nie robił.
- Właściwie to nie wiem. - przyznałem. - Może znajdę jakąś pracę?
Patricia parsknęła śmiechem, a ja zgromiłem ją wzrokiem. Idiotka.
- Nie wierzę również, że właśnie wyraziłeś wolę znalezienia pracy - pokręciła głową, a ja rzuciłem w nią poduszką. - No co?
- Czasami jesteś nie do zniesienia.
- Czasami jesteś do zniesienia - zaśmiała się głośno. Próbowałem walczyć z uśmiechem wkradającym się na moje usta, jednak mi się to nie udało. Wróciłem do pakowania bagażu podręcznego, który zawierał tylko niezbędne rzeczy jak telefon, słuchawki, zeszyt, długopis, paszport, portfel i butelkę wody, którą i tak opróżniłem zanim dojechaliśmy na lotnisko.
- O której mamy samolot? - spytałem, a Trish spojrzała na zegarek.
- Za trzy godziny. Jedziemy? Pamiętaj, że masz do oddania trzy walizki i gitarę - zwróciła mi uwagę, a ja przewróciłem oczami. Tak, wiem o tym.
- Możemy jechać. I tak nic mnie tu nie trzyma.
Patricia chwyciła klucze do swojego hotelowego pokoju i ciągnąc za sobą walizki, jedną moją, jedną swoją, poczłapała za drzwi. Powłóczyłem nogami za nią, dziwnie zwlekając z wyjściem, jednak kiedy wymownie chrząknęła, przyspieszyłem. Szybko zakluczyła pokój i udaliśmy się do recepcji.
- Nie rozumiem, dlaczego nie można zostawiać kluczy w drzwiach - mruknąłem.
- Bo nie mają pewności, że nie zabrałeś go ze sobą - odpowiedziała Trish, a ja skrzywiłem się. - Jesteś dzisiaj strasznie zrzędliwy, o co chodzi? - zatrzymała się w połowie korytarza i spojrzała na mnie wymownie.
- Dobra, okej. Przyznaję. Brakuje mi jej już teraz, a co będzie, jak wyjadę?
- To nie...
- Z drugiej strony - przerwałem jej. - Kupili mój dom, w ogóle nie pytając mnie o zdanie.
- Za to akurat nie możesz ich winić. To był dobry gest z ich strony, a ty znowu za bardzo się wściekłeś.
- Zamilcz - rzuciłem dyplomatycznie, a ona zachichotała.
- Gdzie się podział głupi Calum? O, już widzę. Stoi tu przede mną.
- Ha-ha - burknąłem pod nosem.

***

Na lotnisko przybyliśmy pół godziny przed rozpoczęciem odprawy, więc rozsiedliśmy się w poczekalni.
- Zaczekaj tutaj, przejdę się do toalety - poinformowała mnie, a ja skinąłem. Moje wnętrzności przewracały się na drugą stronę na myśl o wyprowadzce, a ona uznała za konieczne poinformowanie mnie o potrzebie fizjologicznej?!
O mój Boże.
Przecież ja nigdy tak nie mówię. Cholera, nawet nie wiedziałem, że znałem znaczenie tych słów!
Cholerne słownictwo!
Cholerny angielski!
Cholerna Ver...
- Calum? - usłyszałem nad sobą i zamarłem.
Cholerna Veronica stała tuż nade mną. Czyta w moich myślach, czy co?
- Co tutaj robisz? - udawałem niewzruszonego, ale nie potrafiłem zignorować trzepotania w mojej klatce piersiowej.
- Ja... Ja przyszłam dać ci to... - spojrzała w ziemię, obracając w rękach małe zawiniątko. Przyczepiła do niego list. Wyciągnąłem po nie rękę i przypadkiem musnąłem jej dłoń, jednak nie cofnąłem się. Nie przerwałem dotyku. To ona odsunęła się pierwsza, jąkając.
- To chyba wszystko. Żegnaj, Calum.
Odwróciła się na pięcie i odeszła zdecydowanym krokiem. Popatrzałem na paczuszkę, po czym przeniosłem wzrok na jej znikającą sylwetkę i zawołałem:
- Ronnie!
Odwróciła się. Była na tyle niedaleko, że zobaczyłem łzy na jej policzkach. Podbiegłem do niej i spojrzałem jej prosto w oczy.
- Zachowałaś się nie w porządku, wszyscy zachowaliście.
Odwróciła wzrok, jednak chwyciłem jej podbródek i zmusiłem ją do spojrzenia na mnie z powrotem.
- Należą ci się jednak wyjaśnienia.
- Jakie wyjaśnienia? - zmarszczyła brwi.
- Dlaczego byłem takim okropnym dupkiem przez ostatnie sto dni. Dlaczego nie pomogłem ci, kiedy upadłaś. Dlaczego nie odzywałem się do ciebie, symulując ból gardła. Dlaczego ignorowałem twoje wiadomości i telefony. Dlaczego nie było mnie, kiedy mnie potrzebowałaś.
Westchnęła cicho, a ja czułem, że moje wnętrze topnieje i zaraz nigdzie nie wyjadę.
- Więc powiedz mi, Calum. Co takiego spowodowało, że odsunąłeś się ode mnie tak znacząco?
- Przechodziłem kurację.
Parsknęła śmiechem.
- Jesteś chory psychicznie i leczyłeś się gdzieś czy co?
- Jeśli miłość jest chorobą psychiczną, to chyba masz rację.
Veronica uniosła jedną brew.
- Zaczynam się bać, Hood.
- Może usiądziemy? To trochę potrwa.
Ronnie skinęła głową i cofnęliśmy się do moich bagażów. Tam opadliśmy na ławkę, a ja układałem słowa w głowie.
- To wszystko zaczęło się, kiedy Luke został pobity. Coś mu się sfiksowało w mózgu i pieprzył głupoty przez jakiś czas. A ja tych głupot słuchałem - pokręciłem głową z niedowierzaniem. Veronica siedziała w ciszy i uważnie słuchała. - Zacytował mi kiedyś pewną książkę, nawet nie wiem jaką. W każdym razie, mówił coś, że minie sto dni, zanim wyplączę się z sieci, a jeśli okażę się słaby, to zaplączę się jeszcze bardziej. I wtedy wpadłem na ten pomysł. Studniowej kuracji antymiłosnej. Miałem nawet specjalny zeszyt, w którym powinienem notować zadania na każdy kolejny dzień odkochiwania, jednak skończyło się na dwóch. 'Nie rozmawiaj z Veronicą' i 'Nie całuj Veroniki'. Było ciężko nawet z tymi dwoma. Teoretycznie powinienem być już wolny, ale jestem niesamowicie słaby.
- Oh - wyszeptała i spuściła wzrok na swoje palce, którymi nerwowo bawiła się już od dłuższej chwili.
- Przepraszam, że nie pomogłem ci, kiedy mnie potrzebowałaś. Przechodziłaś przeze mnie przez piekło, a ja udawałem, że mnie to nie obchodzi.
- Jeżeli jesteś słaby, czy to znaczy, że mnie kochasz? - spytała podnosząc wzrok i patrząc w moje oczy.
- Jak mogłaś kiedykolwiek pomyśleć, że jest inaczej? Zawsze byłem tylko twój, przy tobie mam ochotę rzucać różowymi płatkami róż i malować kwiatki na murach, jak głupio by to nie brzmiało. Ale to nie ma znaczenia.
- Jak to nie ma?! - wstała wzburzona. - Jak to nie ma, do cholery!
- Nie ma, bo i tak wyjeżdżam. Nie odwołam tego, Veronica - odpowiedziałem spokojnie.
- O, cześć, Vivianne! - rozpromieniła się Trish, która właśnie do nas podeszła, a Ronnie zgromiła ją wzrokiem. Pochyliłem się w stronę nieświadomej niczego Patricii.
- Veronica - wyszeptałem wprost do jej ucha, a ona przygryzła wargę.
- Przepraszam. Cześć, Veronica - poprawiła się, a ona odburknęła jakieś przywitanie i wróciła do mnie.
- To przez nią, prawda?
- Co? Nie! To nie ma żadnego związku z Trish.
- Ta, jasne - parsknęła i wywróciła oczami. O Boże, jak ta dziewczyna potrafiła mnie wpieniać.
- Tak, wyjeżdżam dla siebie, nie dla kogokolwiek innego.
- Na litość boską, Calum, oszczędź sobie. Czasami trzeba się przyznać do niektórych rzeczy.
I odeszła, tym razem nie reagując na liczne nawoływania z mojej strony.
- Co tu się przed chwilą stało? - spytała zdezorientowana Trish, a ja tylko pokręciłem głową. Nie miałem siły opowiadać, jak odprawiłem kogoś, kogo już pewnie nigdy nie zobaczę.
- Odprawa się jeszcze nie zaczęła? - zmieniłem temat, a ona spojrzała w stronę rosnących kolejek.
- Jeśli jeszcze nie, to za chwilę chyba to się stanie - zauważyła, więc chwyciliśmy nasze bagaże i w ciszy udaliśmy się do punktu odpraw.
Staliśmy tam jakieś dwadzieścia minut, kiedy głupia pracownica nie potrafiła wpisać do komputera potrójnego bagażu. Cholerna obsługa lotniska.
Po oddaleniu się do hali odlotów, znowu rzuciliśmy walizki przy najbliższych ławkach i usiedliśmy obok.
- Jak myślisz? - zagadnąłem. - Będę tego żałować?
- Nie wiem. Może? Bardzo ją kochasz, wiem to - wymówiła te słowa prawie z bólem, a ja przypomniałem sobie o uczuciach, które do mnie żywiła. - Więc na pewno będzie ci jej brakować. Ale może ta zmiana dobrze zrobi wam obojgu? Kto wie.
Może i miała rację...

***

Drogi panie Hemmings,
piszę ten list z bólem serca i z ogromnymi wyrzutami sumienia... W porządku, miałbym wyrzuty sumienia, gdybym w ogóle je miał. W każdym bądź razie - i ja, i pani ABC pragniemy poinformować pana, że atak na poszukiwaną odbędzie się już niedługo. Skrzydła będą wznosić się w górę w czasie, kiedy ona będzie umierać.
Nadal pokładamy w panu wielkie nadzieje, więc jeśli chce pan uzyskać nasze przebaczenie, proszę o stawienie się na rogu Bloffin i Hilness dzisiaj o siódmej wieczorem.
Z wyrazami szacunku,
XYZ

***

Czas mijał niesamowicie wolno, kiedy wraz z Patricią czekaliśmy na nasz samolot. Kilka razy próbowaliśmy zabić potworną nudę grając na telefonach albo rozglądając się po lotniskowych sklepach, jednak na próżno. W końcu dopadło mnie straszliwe rozmyślanie. I tego się obawiałem.
Myślałem o tym, co będzie z zespołem. Oczywiście, chłopaki mogą znaleźć sobie nowego basistę, ale czy to zrobią? Przed Veronicą byli dla mnie wszystkim, więc co teraz ze mną będzie? Nie będę już Calumem z 5 Seconds Of Summer. Będę po prostu Calumem Hoodem. Poza tym, co z corocznym rytuałem sylwestrowym? Co z Julie? Co z masą moich przyjaciół, którzy byli ze mną od zawsze?
Z nich wszystkich zostanie mi tylko jeden, pomyślałem smutno. Który w dodatku żywi do mnie uczucia.
Wyciągnąłem telefon i napisałem tego samego sms'a do każdego z chłopaków:
*C: Będzie mi was brakowało. Powodzenia w zespole! :) I nie dajcie się przyłapać z procentami, haha x*
Westchnąłem i wysłałem wiadomości. Po chwili postanowiłem otworzyć paczuszkę od Veroniki. Najpierw przyjrzałem się jej uważnie - był to sześcian obłożony czerwoną bibułą i przewiązany brązowym sznurkiem. Pociągnąłem za jeden jego koniec i rozwiązałem go, odkładając list na bok. Bibuła nie była niczym przyczepiona, więc tylko odsunąłem ją od opakowania i moim oczom ukazało się zwykłe, kartonowe pudełko. Otworzyłem je. W środku znalazłem jedną, pomiętą kartkę i zdjęcie. Rozwinąłem papier i zobaczyłem tekst naszej piosenki. Tej, którą napisałem dla niej dawno temu i którą dostała ode mnie na przeprosiny. Jedyną zmianą były chwyty dopisane przy linijkach tekstu. Uśmiechnąłem się pod nosem i chwyciłem zdjęcie. Przedstawiało mnie, Veronicę i Anthony'ego. Siedziałem przy łóżku Ronnie, plecami do niej, i uśmiechałem się do aparatu, Veronica mierzwiła mi włosy, a Tony robił do niej głupie miny. Przyglądałem się fotografii przez chwilę, po czym odwróciłem ją na drugą stronę. Zobaczyłem niedbałe pismo.

Calumowi, mojemu najlepszemu przyjacielowi. Nigdy o Tobie nie zapomnę. Tony

Ledwo powstrzymałem łzy napływające do moich oczu. Otworzyłem kopertę z listem.

Calum!
Pewnie będziesz to czytał dopiero w samolocie, w drodze do Twojego nowego domu, rozpoczynając nowy dział w swoim życiu, jednak chciałam, żebyś wiedział, jak bardzo Cię kocham. Jak mam to zrobić? Nie jestem pewna. Użyję więc po prostu dziecięcej rymowanki, którą zawsze mama recytowała mi przed snem.

Kocham Cię, jak Bóg kocha anioły.
On kocha je bardziej niż ludzi,
A przecież to oni budują kościoły.

Kocham Cię, jak pszczoła kocha kwiat,
Nie robi on nic dla niej,
A jest jej cenniejszy niż świat.

Kocham Cię, jak wędrowiec kocha szlak,
Tylko go męczy i drażni,
Bez niego z wędrowca zostanie człowieka wrak.

Cóż rzec Ci mogę jeszcze?
Nie kocham Cię za to, co robisz.
Kocham Cię za to, że jesteś.

Mam wrażenie, że taki prosty, dziecięcy wierszyk mówi wszystko, co chciałabym Ci przekazać. Nie zapomnij o mnie w Adelaide. I pozdrów Nasha, jeśli kiedykolwiek go spotkasz.
Na zawsze Twoja,
Veronica Darkstone

Ps. Wiedziałeś, że przyjaźnię się z Alice? Pewnie zapomniałam Ci wspomnieć z tego wszystkiego.
Ps.2 Nadal zamierzam nosić pierścionek Twojej mamy, mimo że jesteś na mnie wściekły.

- Hej, ziemia do Hooda! - usłyszałem i podniosłem wzrok znad listu. Przede mną stała Trish z walizkami w rękach. - Odlatujemy za pół godziny, można już wsiadać do samolotu.
Skinąłem i spakowałem paczuszkę do bagażu podręcznego.
Podchodząc do bramki poczułem, że ktoś ciągnie mnie za ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem Ronnie. Była cała zapłakana, w dłoni trzymała zwitek banknotów.
- Wbiegłam tu nielegalnie, będę miała duże kłopoty. Moi rodzice powiedzieli, żebym ci to przekazała i powiedziała, że życzą ci powodzenia - przytuliła mnie, a kiedy ją obejmowałem, zobaczyłem ochronę idącą w naszą stronę.
- Kocham cię, Ronnie - wyszeptałem, gładząc jej włosy.
- Ja też cię kocham, Hood. Trzymaj się tam - powiedziała, po czym mundurowi odciągnęli ją ode mnie z ogromną siłą. Ciągnięta przez nich patrzała prosto w moje oczy, po czym uśmiechnęła się w ten sposób.
Uśmiech Connie.
Nie trzymałem już łez, leciały same, jakby ożywione. Trish położyła dłoń na moim barku w pocieszającym geście, ale nie zwróciłem na to uwagi. Obserwowałem tylko znikającą gdzieś Ronnie.
- Veronica! - usłyszałem gdzieś za plecami głos Luke'a, a po chwili namierzyłem go wzrokiem. - Puśćcie ją! Zostawcie ją, proszę!
Co, do cholery?!
Zostałem popchnięty przez ochronę w stronę bramki i wbrew mojej woli wepchnięty do samolotu po szczegółowym przeszukaniu mojego bagażu podręcznego.
Idąc wraz z tłumem w stronę mojego miejsca obracałem się co chwilę, tylko żeby nic nie zobaczyć.
Dopiero siadając przy H6 usłyszałem przeraźliwy krzyk Ronnie.
Wołała mnie.

--------------------

OKEJ, DOBRA, SPÓŹNIŁAM SIĘ, ALE CHYBA MIAŁAM POWÓD, CNIE

BYŁAM JUŻ PRAWIE GOTOWA O 21:30, KOŃCZYŁAM PISAĆ LIST RONNIE, WIĘC NAPRAWDĘ JUŻ BYŁAM PRAWIE GOTOWA, ALE POTEM ZŁAPAŁA MNIE GRYPA ŻOŁĄDKOWA I WIŁAM SIĘ Z TORSJI PRZEZ PONAD GODZINĘ (OK), POTEM BYŁA JUŻ PRAWIE 23 I NASH WSZEDŁ NA TT PISZĄC, ŻE MA NOWY FILMIK, TO POSPAMOWAŁAM TROCHĘ, PRZEKUPUJĄC LUDZI, ŻEBY OGLĄDALI TEN GŁUPI FILMIK, A W ZAMIAN DAM IM DARMOWĄ PIZZĘ (TYLKO JA HAHAHAHA), PO JAKICHŚ 70 TWEETACH MIAŁAM 3 INTERAKCJE, ALE JE ZIGNOROWAŁAM I TWEETOWAŁAM AŻ DO 120, POTEM SPRAWDZIŁAM JE, PATRZĘ, A TAM 'NASH GRIER FOLLOWED YOU' I TYLKO TAKIE ŁOT DE FAK





OTO CAŁE MOJE SZCZĘŚCIE <3333333333333

No ale kończąc o nashach, followach i torsjach.

OMG SOŁ EMOŁSZYNAL TE WSZYSTKIE CONNIE I W OGÓLE I AAAAA XDDD
Nie, nic jestem pieprznięta
jestem tylko troszkę rozjuszona, dobra, wdech wydech wdech wydech

Więc.
Oto przed wami, Koniki (dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą - Connie Shippers nazywają się Konie, to długa historia, hahaahhaha), ostatnia część rozdziału 2 i ostatnia część Studniowej tym samym.





Chciałam podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że Studniowa zaszła tak daleko.
Dziękuję @Clooming i @5Secofallie za to, że są dla mnie kimś więcej, niż tylko czytelniczkami
Dziękuję @Mika69_1D i @luukeyx za to, że były moimi pierwszymi czytelniczkami
Dziękuję wszystkim informowanym (sporo was, naprawdę, hahahah :D), to dzięki wam ten blog kwitnie
Dziękuję @SmileStylesox, która na pewno tego nie czyta, bo jest z UK, ale i tak chciałam jej podziękować. Tylko dzięki niej dostaliście dzisiaj tą część.
Dziękuję mojej mamie, która zawsze skradała się za mną, kiedy pisałam i zwracała mi uwagę na literówki czy błędy interpunkcyjne (zawsze aka cały drugi rozdział XD)
Dziękuję @irwinxangelx i @awmyperfhoran za jaranie się w hashtagu <3

A RESZTĘ DOPISZĘ JUTRO, BO LAPTOP MI PADA, AAAAA

EDIT: Jestem, jestem.

Pamiętajcie, że żegnamy się z hashtagiem #Studniowa! Nadal czekam na wasze ulubione momenty wszech czasów, kocham to czytać <3

Jak wam się podoba nowy wygląd bloga? JA JESTEM W NIM ZAKOCHANA, HFIDSHVIGSDJIV

Prologu Rogu (rymy takie wielkie, hahhahah) możecie spodziewać się jutro, gdyż iż ponieważ dzisiaj moi rodzice uciekli na wesele do jakiejś tam cioci Tatiany (nawet jej nie znam wtf XD) i muszę posprzątać cały dom. W sumie jutro dość rano wyjeżdżam całą ferajną na plażę (aka moją rodziną, całą, CAŁĄ, C A Ł Ą), ale postaram się dodać w dniu ten prolog.

OMG ROZUMIECIE TO, TERAZ BĘDZIEMY MÓWIĆ 'OMG NOWY RÓG' ALBO 'OMG NOWA BAŃKA' ZAMIAST 'OMG NOWA STUDNIOWA'

DROWNING WITH DA FEELINGS

A właśnie, ma ktoś może kreatywniejszy pomysł na hashtag do działu II? :')
Miał być #RógFF, ale jakoś tak, um, nie
Może #BańkaFF?
Boże, nie wiem

Whatever

Smutno mi dzisiaj, bo w ogóle prawie zerowa aktywność pomimo końca studniowej, halo, czy ja mam wam to napisać na czole czy co

KONIEC STUDNIOWEJ
JUŻ NIE BĘDZIE STUDNIOWEJ KURACJI ANTYMIŁOSNEJ
NOPE
NIE-E
TERAZ BĘDZIE TEN CHOLERNY RÓG BAŃKI MYDLANEJ
A WY NIC
ZERO EMOCJI

już ja to bardziej przeżywam, no kurczę ;_;

Pewnie zapomniałam o milionie rzeczy, ale jolo, jak mi się przypomni to napiszę przy 3.1, oks?

Kocham was bardzo mocno! xxxxxx 

EDIT2: WIECIE, ŻE OSTATNIO POBITY ZOSTAŁ REKORD KOMENTARZY? OMG <333333333333333

Obserwatorzy