niedziela, 3 sierpnia 2014

3.1

(((Piosenka do części:
- The Vamps - Last night *szczególnie do pierwszych zdań części pasują pierwsze linijki refrenu, lel*)))


Dzień minus dwudziesty ósmy; 17 czerwca

Promienie wczesnego słońca oślepiły mnie, kiedy otworzyłem oczy, wyrywając się ze snu. Budzik obok mojego łóżka wskazywał godzinę szóstą pięćdziesiąt osiem, co oznaczało, że zostały mi jeszcze dwie minuty snu. Wiedząc, że już nie zasnę, westchnąłem przeciągle i podniosłem się na nogi. Podszedłem do śpiącej po drugiej stronie pokoju i potrząsnąłem nią delikatnie.
- Hej, Trish, wstawaj.
- Budzik już dzwonił? - spytała śpiąco, chowając się pod kołdrą. Przewróciłem oczami.
- Zadzwoni za dwie minuty.
- Co daje mi jeszcze dwie minuty snu, zostaw mnie w spokoju - jęknęła i odwróciła się do mnie plecami.
Wzruszyłem ramionami i chwyciłem białą koszulę z plakietką z moim imieniem i czarny fartuch na biodra. Skierowałem się do łazienki. Zamykając drzwi usłyszałem dźwięk budzika i siarczyste przekleństwo Patricii. Zaśmiałem się pod nosem.
- Skoro teraz jest tak źle, to jak będziesz wstawać we wrześniu, hm? - krzyknąłem. W odpowiedzi otrzymałem tylko krótkie 'wal się', więc z uśmiechem na twarzy odkręciłem wodę w kranie i przemyłem nią w twarz.

---------------

Nie rozpisuję się za bardzo. Oto prolog Rogu Bańki Mydlanej, yay <3

Hashtag obowiązujący przez ten dział to #Studniowa Niech już zostanie xd jestem tak podekscytowana Rogiem, że omg, hfujsnsdn

Ten prolog dedykuję @smilemycutie, która kibicuje Sklejce i chce ją kiedyś mieć na półce jako książkę! <33333 *dla niewtajemniczonych - Studniowa + Róg + Jeszcze Niezdradzona Nazwa Ostatniego Działu = Sklejka. Czyli całe to ff to teoretycznie Sklejka.*

Btw. możecie używać również hashtagu #SklejkaFF, który będzie działał przez caaaaaaaaaałe fanfiction.

Rozdział 3 będzie miał 6 części (wraz z prologiem).

No, to chyba wszystko. Kocham was, słoneczka! x

sobota, 2 sierpnia 2014

2.20 - ostatnia część rozdziału drugiego

(((Część pisałam przy:
- Shawn Mendes - The Weight
- Shawn Mendes - Life Of The Party
- Cher Lloyd - Goodnight
- 5 Seconds Of Summer - Close As Strangers)))

Dzień setny; 9 lutego

- Jesteś pewien? - spytała po raz osiemdziesiąty ósmy Trish. Westchnąłem poirytowany.
- Tak, Finefry, jestem pewien.
Tak samo pewien jak dziewięć dni temu i tak samo pewien jak za dziewięć dni.
- W porządku. Co zamierzasz robić na miejscu? Nie wierzę, że będziesz tylko siedział w mieszkaniu i nic nie robił.
- Właściwie to nie wiem. - przyznałem. - Może znajdę jakąś pracę?
Patricia parsknęła śmiechem, a ja zgromiłem ją wzrokiem. Idiotka.
- Nie wierzę również, że właśnie wyraziłeś wolę znalezienia pracy - pokręciła głową, a ja rzuciłem w nią poduszką. - No co?
- Czasami jesteś nie do zniesienia.
- Czasami jesteś do zniesienia - zaśmiała się głośno. Próbowałem walczyć z uśmiechem wkradającym się na moje usta, jednak mi się to nie udało. Wróciłem do pakowania bagażu podręcznego, który zawierał tylko niezbędne rzeczy jak telefon, słuchawki, zeszyt, długopis, paszport, portfel i butelkę wody, którą i tak opróżniłem zanim dojechaliśmy na lotnisko.
- O której mamy samolot? - spytałem, a Trish spojrzała na zegarek.
- Za trzy godziny. Jedziemy? Pamiętaj, że masz do oddania trzy walizki i gitarę - zwróciła mi uwagę, a ja przewróciłem oczami. Tak, wiem o tym.
- Możemy jechać. I tak nic mnie tu nie trzyma.
Patricia chwyciła klucze do swojego hotelowego pokoju i ciągnąc za sobą walizki, jedną moją, jedną swoją, poczłapała za drzwi. Powłóczyłem nogami za nią, dziwnie zwlekając z wyjściem, jednak kiedy wymownie chrząknęła, przyspieszyłem. Szybko zakluczyła pokój i udaliśmy się do recepcji.
- Nie rozumiem, dlaczego nie można zostawiać kluczy w drzwiach - mruknąłem.
- Bo nie mają pewności, że nie zabrałeś go ze sobą - odpowiedziała Trish, a ja skrzywiłem się. - Jesteś dzisiaj strasznie zrzędliwy, o co chodzi? - zatrzymała się w połowie korytarza i spojrzała na mnie wymownie.
- Dobra, okej. Przyznaję. Brakuje mi jej już teraz, a co będzie, jak wyjadę?
- To nie...
- Z drugiej strony - przerwałem jej. - Kupili mój dom, w ogóle nie pytając mnie o zdanie.
- Za to akurat nie możesz ich winić. To był dobry gest z ich strony, a ty znowu za bardzo się wściekłeś.
- Zamilcz - rzuciłem dyplomatycznie, a ona zachichotała.
- Gdzie się podział głupi Calum? O, już widzę. Stoi tu przede mną.
- Ha-ha - burknąłem pod nosem.

***

Na lotnisko przybyliśmy pół godziny przed rozpoczęciem odprawy, więc rozsiedliśmy się w poczekalni.
- Zaczekaj tutaj, przejdę się do toalety - poinformowała mnie, a ja skinąłem. Moje wnętrzności przewracały się na drugą stronę na myśl o wyprowadzce, a ona uznała za konieczne poinformowanie mnie o potrzebie fizjologicznej?!
O mój Boże.
Przecież ja nigdy tak nie mówię. Cholera, nawet nie wiedziałem, że znałem znaczenie tych słów!
Cholerne słownictwo!
Cholerny angielski!
Cholerna Ver...
- Calum? - usłyszałem nad sobą i zamarłem.
Cholerna Veronica stała tuż nade mną. Czyta w moich myślach, czy co?
- Co tutaj robisz? - udawałem niewzruszonego, ale nie potrafiłem zignorować trzepotania w mojej klatce piersiowej.
- Ja... Ja przyszłam dać ci to... - spojrzała w ziemię, obracając w rękach małe zawiniątko. Przyczepiła do niego list. Wyciągnąłem po nie rękę i przypadkiem musnąłem jej dłoń, jednak nie cofnąłem się. Nie przerwałem dotyku. To ona odsunęła się pierwsza, jąkając.
- To chyba wszystko. Żegnaj, Calum.
Odwróciła się na pięcie i odeszła zdecydowanym krokiem. Popatrzałem na paczuszkę, po czym przeniosłem wzrok na jej znikającą sylwetkę i zawołałem:
- Ronnie!
Odwróciła się. Była na tyle niedaleko, że zobaczyłem łzy na jej policzkach. Podbiegłem do niej i spojrzałem jej prosto w oczy.
- Zachowałaś się nie w porządku, wszyscy zachowaliście.
Odwróciła wzrok, jednak chwyciłem jej podbródek i zmusiłem ją do spojrzenia na mnie z powrotem.
- Należą ci się jednak wyjaśnienia.
- Jakie wyjaśnienia? - zmarszczyła brwi.
- Dlaczego byłem takim okropnym dupkiem przez ostatnie sto dni. Dlaczego nie pomogłem ci, kiedy upadłaś. Dlaczego nie odzywałem się do ciebie, symulując ból gardła. Dlaczego ignorowałem twoje wiadomości i telefony. Dlaczego nie było mnie, kiedy mnie potrzebowałaś.
Westchnęła cicho, a ja czułem, że moje wnętrze topnieje i zaraz nigdzie nie wyjadę.
- Więc powiedz mi, Calum. Co takiego spowodowało, że odsunąłeś się ode mnie tak znacząco?
- Przechodziłem kurację.
Parsknęła śmiechem.
- Jesteś chory psychicznie i leczyłeś się gdzieś czy co?
- Jeśli miłość jest chorobą psychiczną, to chyba masz rację.
Veronica uniosła jedną brew.
- Zaczynam się bać, Hood.
- Może usiądziemy? To trochę potrwa.
Ronnie skinęła głową i cofnęliśmy się do moich bagażów. Tam opadliśmy na ławkę, a ja układałem słowa w głowie.
- To wszystko zaczęło się, kiedy Luke został pobity. Coś mu się sfiksowało w mózgu i pieprzył głupoty przez jakiś czas. A ja tych głupot słuchałem - pokręciłem głową z niedowierzaniem. Veronica siedziała w ciszy i uważnie słuchała. - Zacytował mi kiedyś pewną książkę, nawet nie wiem jaką. W każdym razie, mówił coś, że minie sto dni, zanim wyplączę się z sieci, a jeśli okażę się słaby, to zaplączę się jeszcze bardziej. I wtedy wpadłem na ten pomysł. Studniowej kuracji antymiłosnej. Miałem nawet specjalny zeszyt, w którym powinienem notować zadania na każdy kolejny dzień odkochiwania, jednak skończyło się na dwóch. 'Nie rozmawiaj z Veronicą' i 'Nie całuj Veroniki'. Było ciężko nawet z tymi dwoma. Teoretycznie powinienem być już wolny, ale jestem niesamowicie słaby.
- Oh - wyszeptała i spuściła wzrok na swoje palce, którymi nerwowo bawiła się już od dłuższej chwili.
- Przepraszam, że nie pomogłem ci, kiedy mnie potrzebowałaś. Przechodziłaś przeze mnie przez piekło, a ja udawałem, że mnie to nie obchodzi.
- Jeżeli jesteś słaby, czy to znaczy, że mnie kochasz? - spytała podnosząc wzrok i patrząc w moje oczy.
- Jak mogłaś kiedykolwiek pomyśleć, że jest inaczej? Zawsze byłem tylko twój, przy tobie mam ochotę rzucać różowymi płatkami róż i malować kwiatki na murach, jak głupio by to nie brzmiało. Ale to nie ma znaczenia.
- Jak to nie ma?! - wstała wzburzona. - Jak to nie ma, do cholery!
- Nie ma, bo i tak wyjeżdżam. Nie odwołam tego, Veronica - odpowiedziałem spokojnie.
- O, cześć, Vivianne! - rozpromieniła się Trish, która właśnie do nas podeszła, a Ronnie zgromiła ją wzrokiem. Pochyliłem się w stronę nieświadomej niczego Patricii.
- Veronica - wyszeptałem wprost do jej ucha, a ona przygryzła wargę.
- Przepraszam. Cześć, Veronica - poprawiła się, a ona odburknęła jakieś przywitanie i wróciła do mnie.
- To przez nią, prawda?
- Co? Nie! To nie ma żadnego związku z Trish.
- Ta, jasne - parsknęła i wywróciła oczami. O Boże, jak ta dziewczyna potrafiła mnie wpieniać.
- Tak, wyjeżdżam dla siebie, nie dla kogokolwiek innego.
- Na litość boską, Calum, oszczędź sobie. Czasami trzeba się przyznać do niektórych rzeczy.
I odeszła, tym razem nie reagując na liczne nawoływania z mojej strony.
- Co tu się przed chwilą stało? - spytała zdezorientowana Trish, a ja tylko pokręciłem głową. Nie miałem siły opowiadać, jak odprawiłem kogoś, kogo już pewnie nigdy nie zobaczę.
- Odprawa się jeszcze nie zaczęła? - zmieniłem temat, a ona spojrzała w stronę rosnących kolejek.
- Jeśli jeszcze nie, to za chwilę chyba to się stanie - zauważyła, więc chwyciliśmy nasze bagaże i w ciszy udaliśmy się do punktu odpraw.
Staliśmy tam jakieś dwadzieścia minut, kiedy głupia pracownica nie potrafiła wpisać do komputera potrójnego bagażu. Cholerna obsługa lotniska.
Po oddaleniu się do hali odlotów, znowu rzuciliśmy walizki przy najbliższych ławkach i usiedliśmy obok.
- Jak myślisz? - zagadnąłem. - Będę tego żałować?
- Nie wiem. Może? Bardzo ją kochasz, wiem to - wymówiła te słowa prawie z bólem, a ja przypomniałem sobie o uczuciach, które do mnie żywiła. - Więc na pewno będzie ci jej brakować. Ale może ta zmiana dobrze zrobi wam obojgu? Kto wie.
Może i miała rację...

***

Drogi panie Hemmings,
piszę ten list z bólem serca i z ogromnymi wyrzutami sumienia... W porządku, miałbym wyrzuty sumienia, gdybym w ogóle je miał. W każdym bądź razie - i ja, i pani ABC pragniemy poinformować pana, że atak na poszukiwaną odbędzie się już niedługo. Skrzydła będą wznosić się w górę w czasie, kiedy ona będzie umierać.
Nadal pokładamy w panu wielkie nadzieje, więc jeśli chce pan uzyskać nasze przebaczenie, proszę o stawienie się na rogu Bloffin i Hilness dzisiaj o siódmej wieczorem.
Z wyrazami szacunku,
XYZ

***

Czas mijał niesamowicie wolno, kiedy wraz z Patricią czekaliśmy na nasz samolot. Kilka razy próbowaliśmy zabić potworną nudę grając na telefonach albo rozglądając się po lotniskowych sklepach, jednak na próżno. W końcu dopadło mnie straszliwe rozmyślanie. I tego się obawiałem.
Myślałem o tym, co będzie z zespołem. Oczywiście, chłopaki mogą znaleźć sobie nowego basistę, ale czy to zrobią? Przed Veronicą byli dla mnie wszystkim, więc co teraz ze mną będzie? Nie będę już Calumem z 5 Seconds Of Summer. Będę po prostu Calumem Hoodem. Poza tym, co z corocznym rytuałem sylwestrowym? Co z Julie? Co z masą moich przyjaciół, którzy byli ze mną od zawsze?
Z nich wszystkich zostanie mi tylko jeden, pomyślałem smutno. Który w dodatku żywi do mnie uczucia.
Wyciągnąłem telefon i napisałem tego samego sms'a do każdego z chłopaków:
*C: Będzie mi was brakowało. Powodzenia w zespole! :) I nie dajcie się przyłapać z procentami, haha x*
Westchnąłem i wysłałem wiadomości. Po chwili postanowiłem otworzyć paczuszkę od Veroniki. Najpierw przyjrzałem się jej uważnie - był to sześcian obłożony czerwoną bibułą i przewiązany brązowym sznurkiem. Pociągnąłem za jeden jego koniec i rozwiązałem go, odkładając list na bok. Bibuła nie była niczym przyczepiona, więc tylko odsunąłem ją od opakowania i moim oczom ukazało się zwykłe, kartonowe pudełko. Otworzyłem je. W środku znalazłem jedną, pomiętą kartkę i zdjęcie. Rozwinąłem papier i zobaczyłem tekst naszej piosenki. Tej, którą napisałem dla niej dawno temu i którą dostała ode mnie na przeprosiny. Jedyną zmianą były chwyty dopisane przy linijkach tekstu. Uśmiechnąłem się pod nosem i chwyciłem zdjęcie. Przedstawiało mnie, Veronicę i Anthony'ego. Siedziałem przy łóżku Ronnie, plecami do niej, i uśmiechałem się do aparatu, Veronica mierzwiła mi włosy, a Tony robił do niej głupie miny. Przyglądałem się fotografii przez chwilę, po czym odwróciłem ją na drugą stronę. Zobaczyłem niedbałe pismo.

Calumowi, mojemu najlepszemu przyjacielowi. Nigdy o Tobie nie zapomnę. Tony

Ledwo powstrzymałem łzy napływające do moich oczu. Otworzyłem kopertę z listem.

Calum!
Pewnie będziesz to czytał dopiero w samolocie, w drodze do Twojego nowego domu, rozpoczynając nowy dział w swoim życiu, jednak chciałam, żebyś wiedział, jak bardzo Cię kocham. Jak mam to zrobić? Nie jestem pewna. Użyję więc po prostu dziecięcej rymowanki, którą zawsze mama recytowała mi przed snem.

Kocham Cię, jak Bóg kocha anioły.
On kocha je bardziej niż ludzi,
A przecież to oni budują kościoły.

Kocham Cię, jak pszczoła kocha kwiat,
Nie robi on nic dla niej,
A jest jej cenniejszy niż świat.

Kocham Cię, jak wędrowiec kocha szlak,
Tylko go męczy i drażni,
Bez niego z wędrowca zostanie człowieka wrak.

Cóż rzec Ci mogę jeszcze?
Nie kocham Cię za to, co robisz.
Kocham Cię za to, że jesteś.

Mam wrażenie, że taki prosty, dziecięcy wierszyk mówi wszystko, co chciałabym Ci przekazać. Nie zapomnij o mnie w Adelaide. I pozdrów Nasha, jeśli kiedykolwiek go spotkasz.
Na zawsze Twoja,
Veronica Darkstone

Ps. Wiedziałeś, że przyjaźnię się z Alice? Pewnie zapomniałam Ci wspomnieć z tego wszystkiego.
Ps.2 Nadal zamierzam nosić pierścionek Twojej mamy, mimo że jesteś na mnie wściekły.

- Hej, ziemia do Hooda! - usłyszałem i podniosłem wzrok znad listu. Przede mną stała Trish z walizkami w rękach. - Odlatujemy za pół godziny, można już wsiadać do samolotu.
Skinąłem i spakowałem paczuszkę do bagażu podręcznego.
Podchodząc do bramki poczułem, że ktoś ciągnie mnie za ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem Ronnie. Była cała zapłakana, w dłoni trzymała zwitek banknotów.
- Wbiegłam tu nielegalnie, będę miała duże kłopoty. Moi rodzice powiedzieli, żebym ci to przekazała i powiedziała, że życzą ci powodzenia - przytuliła mnie, a kiedy ją obejmowałem, zobaczyłem ochronę idącą w naszą stronę.
- Kocham cię, Ronnie - wyszeptałem, gładząc jej włosy.
- Ja też cię kocham, Hood. Trzymaj się tam - powiedziała, po czym mundurowi odciągnęli ją ode mnie z ogromną siłą. Ciągnięta przez nich patrzała prosto w moje oczy, po czym uśmiechnęła się w ten sposób.
Uśmiech Connie.
Nie trzymałem już łez, leciały same, jakby ożywione. Trish położyła dłoń na moim barku w pocieszającym geście, ale nie zwróciłem na to uwagi. Obserwowałem tylko znikającą gdzieś Ronnie.
- Veronica! - usłyszałem gdzieś za plecami głos Luke'a, a po chwili namierzyłem go wzrokiem. - Puśćcie ją! Zostawcie ją, proszę!
Co, do cholery?!
Zostałem popchnięty przez ochronę w stronę bramki i wbrew mojej woli wepchnięty do samolotu po szczegółowym przeszukaniu mojego bagażu podręcznego.
Idąc wraz z tłumem w stronę mojego miejsca obracałem się co chwilę, tylko żeby nic nie zobaczyć.
Dopiero siadając przy H6 usłyszałem przeraźliwy krzyk Ronnie.
Wołała mnie.

--------------------

OKEJ, DOBRA, SPÓŹNIŁAM SIĘ, ALE CHYBA MIAŁAM POWÓD, CNIE

BYŁAM JUŻ PRAWIE GOTOWA O 21:30, KOŃCZYŁAM PISAĆ LIST RONNIE, WIĘC NAPRAWDĘ JUŻ BYŁAM PRAWIE GOTOWA, ALE POTEM ZŁAPAŁA MNIE GRYPA ŻOŁĄDKOWA I WIŁAM SIĘ Z TORSJI PRZEZ PONAD GODZINĘ (OK), POTEM BYŁA JUŻ PRAWIE 23 I NASH WSZEDŁ NA TT PISZĄC, ŻE MA NOWY FILMIK, TO POSPAMOWAŁAM TROCHĘ, PRZEKUPUJĄC LUDZI, ŻEBY OGLĄDALI TEN GŁUPI FILMIK, A W ZAMIAN DAM IM DARMOWĄ PIZZĘ (TYLKO JA HAHAHAHA), PO JAKICHŚ 70 TWEETACH MIAŁAM 3 INTERAKCJE, ALE JE ZIGNOROWAŁAM I TWEETOWAŁAM AŻ DO 120, POTEM SPRAWDZIŁAM JE, PATRZĘ, A TAM 'NASH GRIER FOLLOWED YOU' I TYLKO TAKIE ŁOT DE FAK





OTO CAŁE MOJE SZCZĘŚCIE <3333333333333

No ale kończąc o nashach, followach i torsjach.

OMG SOŁ EMOŁSZYNAL TE WSZYSTKIE CONNIE I W OGÓLE I AAAAA XDDD
Nie, nic jestem pieprznięta
jestem tylko troszkę rozjuszona, dobra, wdech wydech wdech wydech

Więc.
Oto przed wami, Koniki (dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą - Connie Shippers nazywają się Konie, to długa historia, hahaahhaha), ostatnia część rozdziału 2 i ostatnia część Studniowej tym samym.





Chciałam podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że Studniowa zaszła tak daleko.
Dziękuję @Clooming i @5Secofallie za to, że są dla mnie kimś więcej, niż tylko czytelniczkami
Dziękuję @Mika69_1D i @luukeyx za to, że były moimi pierwszymi czytelniczkami
Dziękuję wszystkim informowanym (sporo was, naprawdę, hahahah :D), to dzięki wam ten blog kwitnie
Dziękuję @SmileStylesox, która na pewno tego nie czyta, bo jest z UK, ale i tak chciałam jej podziękować. Tylko dzięki niej dostaliście dzisiaj tą część.
Dziękuję mojej mamie, która zawsze skradała się za mną, kiedy pisałam i zwracała mi uwagę na literówki czy błędy interpunkcyjne (zawsze aka cały drugi rozdział XD)
Dziękuję @irwinxangelx i @awmyperfhoran za jaranie się w hashtagu <3

A RESZTĘ DOPISZĘ JUTRO, BO LAPTOP MI PADA, AAAAA

EDIT: Jestem, jestem.

Pamiętajcie, że żegnamy się z hashtagiem #Studniowa! Nadal czekam na wasze ulubione momenty wszech czasów, kocham to czytać <3

Jak wam się podoba nowy wygląd bloga? JA JESTEM W NIM ZAKOCHANA, HFIDSHVIGSDJIV

Prologu Rogu (rymy takie wielkie, hahhahah) możecie spodziewać się jutro, gdyż iż ponieważ dzisiaj moi rodzice uciekli na wesele do jakiejś tam cioci Tatiany (nawet jej nie znam wtf XD) i muszę posprzątać cały dom. W sumie jutro dość rano wyjeżdżam całą ferajną na plażę (aka moją rodziną, całą, CAŁĄ, C A Ł Ą), ale postaram się dodać w dniu ten prolog.

OMG ROZUMIECIE TO, TERAZ BĘDZIEMY MÓWIĆ 'OMG NOWY RÓG' ALBO 'OMG NOWA BAŃKA' ZAMIAST 'OMG NOWA STUDNIOWA'

DROWNING WITH DA FEELINGS

A właśnie, ma ktoś może kreatywniejszy pomysł na hashtag do działu II? :')
Miał być #RógFF, ale jakoś tak, um, nie
Może #BańkaFF?
Boże, nie wiem

Whatever

Smutno mi dzisiaj, bo w ogóle prawie zerowa aktywność pomimo końca studniowej, halo, czy ja mam wam to napisać na czole czy co

KONIEC STUDNIOWEJ
JUŻ NIE BĘDZIE STUDNIOWEJ KURACJI ANTYMIŁOSNEJ
NOPE
NIE-E
TERAZ BĘDZIE TEN CHOLERNY RÓG BAŃKI MYDLANEJ
A WY NIC
ZERO EMOCJI

już ja to bardziej przeżywam, no kurczę ;_;

Pewnie zapomniałam o milionie rzeczy, ale jolo, jak mi się przypomni to napiszę przy 3.1, oks?

Kocham was bardzo mocno! xxxxxx 

EDIT2: WIECIE, ŻE OSTATNIO POBITY ZOSTAŁ REKORD KOMENTARZY? OMG <333333333333333

środa, 30 lipca 2014

2.19

(((Piosenki do części:
- Ed Sheeran - Tenerife Sea
- We The Kings - Sad Song *nie, wcale nie przez cienia, znałam to już wcześniej*)))


WAŻNA NOTATKA :)


Dzień dziewięćdziesiąty pierwszy; 31 stycznia

Minęło sześć dni od licytacji.
Sześć dni.
A ja nadal siedzę w pokoju gościnnym domu państwa Darkstone, wychodząc jedynie do toalety albo na posiłki, w trakcie których w ogóle się nie odzywam. Ronnie próbowała podjąć rozmowę ze mną kilka razy, jednak poddała się, kiedy po raz kolejny nie usłyszała żadnej odpowiedzi. Zależało mi na niej, oczywiście, i gdybym tylko rozmawiał z kimkolwiek, to z nią w pierwszej kolejności. Ale nie rozmawiałem.
Dnia dziewięćdziesiątego pierwszego było jednak inaczej.
Veronica zapukała delikatnie, po czym otworzyła drzwi ,,mojego" pokoju.
- Mogę?
Skinąłem w milczeniu i spojrzałem w sufit. Leżałem na plecach na wielkim, miękkim (i swoją drogą na pewno niesamowicie drogim) łóżku, myśląc nad sensem tego wszystkiego. Po co zabierają mi dom? Nie wystarczy, że odebrali mi matkę?
- O co chodzi, Calum? - spytała troskliwym tonem, a mi zachciało się płakać. Zawsze się o mnie troszczyła, nie ważne, co zrobiłem. - Coś nie tak? Czemu ze mną nie rozmawiasz?
- Nie chodzi o ciebie, Ronnie, jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć? - pokręciłem głową, a ona usiadła na brzegu łóżka.
- W takim razie, dlaczego tak się na nas zamknąłeś?
- Mój dom, ten sam, w którym się urodziłem i mieszkałem całe życie, został wylicytowany. I nawet nie wiem, przez kogo.
- Ja wiem - odezwała się cicho, a ja usiadłem.
- Wiesz? Skąd?
- Ja... Calum, nie przyszłam tutaj, żeby rozmawiać z tobą o domu.
- W takim razie po co przyszłaś? - burknąłem, a ona złapała mnie za rękę. Wstrzymałem oddech.
- Źle ostatnio reagujesz na mnie, w każdym możliwym znaczeniu tego słowa.
- Co? - zmarszczyłem brwi.
- Na przykład teraz, kiedy tylko dotknęłam twojej dłoni, zamarłeś bez ruchu. Jestem pewna, że przestałeś oddychać.
- Wcale nie - odparłem i cicho wypuściłem powietrze, które wstrzymywałem, tak żeby tego nie zauważyła.
- Widziałam to - pokręciła głową.
Odwróciłem wzrok i zabrałem rękę z jej uścisku.
- Powiedz mi, co jest nie tak? - spróbowała jeszcze raz.
- Veronica, bądź ze mną szczera. Wiedziałaś od razu, kto wylicytował dom, prawda?
- Tak - przyznała i spojrzała mi prosto w oczy. - To dlatego się do mnie nie odzywałeś?
- Nie. Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Bo bałam się cię zranić. Czemu tak na mnie reagujesz?
- Ostatnio tak właśnie reaguję na dotyk - wzdrygnąłem się. - Nie tylko twój. Każdy. Zauważyłaś, że się od was oddaliłem. Wolę być teraz sam.
- Calum... Czy ty... - urwała i przygryzła wargę. Spojrzałem na nią wyczekująco. - Chcesz wiedzieć, kto kupił twój dom?
Spojrzałem przed siebie niewidzącym wzrokiem.
- Tak - odpowiedziałem w końcu, a ona chwyciła mój podbródek i nakierowała mój wzrok na nią.
- Obiecaj mi, że nie będziesz mnie nienawidził przez to, że akurat ja ci to powiedziałam.
- Obiecuję - skinąłem. - Kto?
Ronnie westchnęła i przełknęła głośno ślinę.
- To my. My kupiliśmy ten dom.
Rozpadłem się. Siedziałem patrząc jej w oczy, a ona próbowała w nich coś wyczytać. Odsunąłem się od niej i podszedłem do okna, zaciskając dłonie w pięści.
- Calum...
- Nic nie mów - uciąłem.
- Ale...
- Po prostu się zamknij, Veronica! - warknąłem, a ona skuliła się w miejscu.
- Przepraszam - wyszeptała i wyszła. Tak po prostu. Patrzyłem w niebo, próbując się uspokoić. Ci ludzie, którym ufałem, którzy pozwolili mi zostać u siebie, kupili mój dom rodzinny. Cholera jasna!
Uderzyłem pięścią w biurko stojące koło okna. Jak oni mogli knuć za moimi plecami?!
- Ronnie! - zawołałem ją i zadrżałem na samą myśl o Darkstone'ach mieszkających w moim domu.
- Tak? - stanęła w progu z nadzieją.
- Powiedz twoim rodzicom, że nie mam im tego za złe. Utwierdzili mnie w decyzji - syknąłem z zaciśniętymi zębami i pięściami.
- Co? Calum, ja chyba nie rozumiem - błądziła wzrokiem po mojej twarzy.
- Wyprowadzam się.
- Jak to? Dokąd?!
- Do Adelaide.
- Z kim? Sam? Czy ty do reszty ogłupiałeś?! - krzyknęła i podeszła do mnie. - Wiesz, jak cholernie daleko to jest?!
- Wiem. Na tyle daleko, żebym nie pozabijał was wszystkich po kolei!
- Co, do cholery?! - spytał Tony stojący w progu pokoju. Odwróciliśmy się w jego stronę i wypowiedzieliśmy w tym samym momencie.
- Nie interesuj się!
- Co zamierzasz tam robić? Dopiero zacząłeś liceum, Hood!
- Jadę z Patricią - oznajmiłem i zacząłem pakować swoje rzeczy do kartonu. Rozpakowałem tylko jeden, wiedząc, że i tak nie będę mieszkał tutaj długo.
- I co? Znowu chcesz ją uwodzić, tak? - prychnęła, zakładając ręce na piersi. - Dlaczego tak bardzo cięto rozwścieczyło?!
- Hm, pomyślmy! Moja dziewczyna i jej rodzina, która tak bardzo mnie kochała, kupili mój dom rodzinny na licytacji! Pomyśl czasami, Veronica, do kurwy nędzy!
- Boże, myślałam, że nie jesteś na tyle głupi i zrozumiesz, Calum!
- Co? Co zrozumiem? No co?!
- To, że kupiliśmy ten cholerny dom dla ciebie!
- Trudno. Mogliście to ze mną uzgodnić. Jest wasz. Mój dom jest teraz w Adelaide.
Wraz z tymi słowami wyszedłem z pokoju i już miałem trzasnąć drzwiami, ale odwróciłem się na pięcie.
- Powiedziałem 'moja dziewczyna'? Przepraszam, pomyłka. Moja była dziewczyna.
I dopiero wtedy trzasnąłem drzwiami.


----------
Okej, wcale nie jest w porządku, kfndjvnjsdnbjsd

Jestem tak emocjonalnie roztrzęsiona przez tą część, że omg

Dobra, przejdźmy do notatki. Ze spraw mniej i bardziej ważnych:

- 10.000 już blisko! Z tej okazji urządzamy twitterowe party hard :D Piszcie swoje ulubione momenty albo takie, które po prostu zapadły wam w pamięć w hashtagu #Studniowa :)

- Zbliżamy się wielkimi krokami do Rogu Bańki Mydlanej i tym samym do zmiany wyglądu bloga. Prace 'techniczne' planuję na 3 sierpnia, 2 sierpnia zaś planuję dodać 2.20, który będzie epilogiem Studniowej.

- Rozwiązuję konkurs na szukanie kotów! Dziękuję za najczynniejszy udział @irwinxangelx i @clooming, jesteście super, dziewczyny! :D Oto lista miejsc, w których można było 'spotkać' kociaki:
* emotikonka kota w hashtagu #Studniowa
* emotikonka i napis w moim bio
* favikona bloga (czyli ten mały obrazek na karcie z blogiem)
* napis w opisie trailera na youtubie
* link do zdjęcia koło linka do szablonu
* mój komentarz w podstronie Rozdziały
* bohater w Obsadzie
* link w moim przypiętym tweecie
* napis w środku 2.18
* napis w notatce 2.18
Jedynie Ella znalazła wszystkie, Krzysia była blisko ;) Gratuluję wszystkim i dziękuję za udział.

- W związku z przejściem Studniowej na Róg Bańki Mydlanej hashtag #Studniowa przejdzie w hashtag #RógFF (ale dopiero po opublikowaniu części 3.1)

- Jeśli ktoś nie otrzymał spoilerów za przesłane do mnie koty to zgłaszać się jak najszybciej! Przepraszam, po prostu dostałam jednocześnie milion wiadomości z tym wszystkim i nie ogarnęłam, ale wydaje mi się, że wszyscy dostali to, co powinni ;)

- Dziękuję wszystkim za wszystko, co dotąd dla mnie zrobiliście, jesteście tak niesamowici, że aż nie potrafię tego opisać <3

- Lokowanie produktu: zapraszam na ff o Luke'u, pewnie je znacie, ale cicho XD #revengeff http://revenge-fanfiction.blogspot.com/ (obecnie trwają prace nad niespodzianką, dlatego nie można wejść na bloga, keep calm x)


To chyba wszystko, ahhahaha :D Bardzo was kocham i do następnego x

czwartek, 24 lipca 2014

2.18

(((Część pisałam przy piosenkach:
- Bring Me The Horizon - Deathbeds *moja nowa miłość*
- 5 Seconds Of Summer - Close As Strangers)))

SUPRAJS W NOTATCE, ZAPRASZAM x

Dzień osiemdziesiąty piąty; 25 stycznia

Obudziłem się wcześnie. Większość moich rzeczy została już przewieziona do domu Veroniki, bo Kristine i Patrick okazali się niesamowicie wyrozumiali co do licytacji. Powiedzieli mi jednak, że w związku z nią nie da się nic zrobić i trzeba jedynie przyjąć to z podniesioną głową. I tak właśnie zrobiłem.
Stojąc w progu balkonu pokoju gościnnego i wpatrując się w chmury zasłaniające gdzieniegdzie niebo, pojąłem sens tego wszystkiego. Pojąłem, dlaczego to wszystko się stało, dlaczego matka zmarła, dlaczego akurat ja i Tony zostaliśmy porwani, a Luke pobity. Coś się dzieje w tym mieście, coś bardzo złego, co chce zemścić się na mnie lub na kimś mi bliskim.
A ja zamierzam dowiedzieć się, co takiego.
Zmrużyłem powieki, kiedy promienie porannego słońca wyjrzały zza obłoków i trafiły do moich oczu. Na przekór temu uniosłem głowę jeszcze wyżej, bardziej pokazując sobie niż słońcu, że jestem na tyle silny, żeby się mu postawić. I jakby się mnie przestraszyło, umknęło za najbliższą chmurkę.
Drzwi sypialni zaskrzypiały, a w progu stanął Anthony.
- Cześć.
Odwróciłem się do okna z powrotem i splotłem ręce na piersi, przenosząc ciężar ciała na jedną nogę. Wpatrywałem się w krajobraz pogrążając w rozważaniach.
- O czym myślisz, Calum? - Tony położył dłoń na moim barku, a ja nadal wpatrując się w niebo odetchnąłem głębiej.
- O tym, co się teraz dzieje. Pamiętasz nasze porwanie, prawda? - spytałem, a on wzdrygnął się i zabrał rękę.
- Myślałem, że nie mieliśmy...
- I nadal nie mamy - uciąłem, w końcu na niego spoglądając.
- Oh, w porządku - spuścił wzrok, a ja wróciłem do podziwiania chmur.
- Myślę o tym, kto za tym wszystkim stoi. To nie był przypadek. To, że Luke został pobity, my porwani, a moja matka zamordowana.
- Luke był pobity? - sapnął z niedowierzaniem, a ja skinąłem w milczeniu. - To wszystko, co się dzieje, ma na ciebie wpływ, wiesz?
- Co masz na myśli? - spojrzałem na niego i zmarszczyłem brwi.
- Rozmawiałem z Ronnie. Kiedyś byłeś inny. Wiesz kiedy ją poznałeś. Imprezowałeś, piłeś... - skrzywił się. - Dojrzałeś przez to wszystko. Odstawiasz powoli swoje dawne nawyki i przyjaciół. I to właśnie jest super, wiesz?
- To, że odrzucam swoich najbliższych przyjaciół jest super? - prychnąłem i odwróciłem się od niego. - Wiem, że się zmieniam. I wcale mi się to nie podoba.
- Ale ludzie to doceniają. Możesz się dąsać, ale oni to doceniają. Będą się liczyć z twoim zdaniem, zauważać się, brać pod uwagę do zadań i takie tam - przewrócił oczami. - To brzmi beznadziejnie, ale ma sens.
Spojrzałem przed siebie nieobecnym wzrokiem.
- Chyba ma.
- Calum? - usłyszałem zza pleców i odwróciłem się. Dołączyła do nas Veronica, która stała właśnie w połowie pokoju. Kiedy spotkała mój wzrok, uśmiechnęła się. - Hej.
- Cześć. Czemu już nie śpisz?
Ronnie zmarszczyła brwi.
- Jest już jedenasta, za godzinę zaczyna się licytacja. Wcześnie?
- O Boże, już tak późno? - podszedłem do stolika nocnego i spojrzałem na telefon. Faktycznie, dochodziła jedenasta.
I tym samym została mi godzina.
Westchnąłem ciężko i bez słowa wyszedłem z pokoju. Skierowałem się na dół, gdzie przywitała mnie Kristine smażąca naleśniki.
- Cześć, Calum, jak się czujesz? - uśmiechnęła się do mnie ciepło. Była ubrana jak do pracy, co mnie trochę zdziwiło, ale postanowiłem to zignorować.
- Dzień dobry. Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że dzisiaj na licytację idzie mój dom rodzinny - mruknąłem, a ona westchnęła.
- Zamierzasz tam być?
- Nie. Nie chcę wiedzieć - uciąłem i usiadłem na krześle najbliżej niej. Ona sama wytarła ręce ściereczką i podeszła do mnie.
- Wiem, że jest ci teraz ciężko. - Nie żartuj, Sherlocku? - Ale mimo wszystko powinieneś wiedzieć, że zawsze możesz na nas liczyć. Włączając w to miejsce zamieszkania.
- Kristine, ja... - pokręciłem głową. - Co ja takiego zrobiłem?
- Skarbie, to nie jest twoja wina, to, co się stało...
- Nie mówię o tym - machnąłem niedbale ręką. - Chodzi mi o to, co zrobiłem dla was, że tak bardzo mnie lubicie?
- Uszczęśliwiasz naszą córkę - uśmiechnęła się szeroko. - Poza tym, wiem, że jesteś dobrym chłopakiem, któremu po prostu na razie się nie wiedzie. Jesteś teraz zwyczajnie w trakcie złej passy, która niedługo przeminie i znów będziesz szczęśliwy, wiesz? - poklepała mnie po ramieniu pokrzepiająco, a ja skinąłem.
- Wiesz, co jest piękne? - spytałem, a ona pokręciła głową. - Że czasami przy Veronice zapominam o tym całym złu, które mnie atakuje.
Kristine wzięła moją dłoń w swoją i ścisnęła ją lekko.
- Ona pewnie czuje to samo. Jest zupełnie inną osobą, odkąd cię poznała. W końcu jest szczęśliwa.

**kot**

Dwie godziny.
Dwie godziny dnia osiemdziesiątego piątego dzieliły mnie od zakończenia licytacji i utraty domu. Nie czułem bólu, żalu, smutku, złości. Nie czułem nic. Taka pustka, jakby ktoś wziął moje serce i w jego miejsce wstawił worek z próżnią. Z niczym.
Leżałem w sypialni Ronnie, z nią na piersi. Oddychała równomiernie, pewnie już zasnęła. Kristine i Patricka nie było. Nie wiedziałem, gdzie wyszli i nie za bardzo mnie to obchodziło. Wpatrywałem się w sufit i znowu myślałem, nawijając czarne włosy Veroniki na palce i głaszcząc jej plecy.
- Moje życie było takie łatwe zanim się w nim pojawiłaś... - westchnąłem. Nie słyszała mnie, ale wiedziałem, że muszę to powiedzieć. - Ale nie wymazałbym cię z niego za nic. Nigdy.
Moją uwagę przykuł mieniący się przedmiot na kołdrze. Wyciągnąłem do niego rękę i zobaczyłem, że to pierścionek mojej mamy. Musiał zsunąć się z dłoni Veroniki. Ująłem delikatnie jej palce, tak, żeby jej nie obudzić, i nasunąłem ozdobę na jeden z nich. Pocałowałem ją w czoło i wróciłem do rozmyślań.
I nawet nie wiem kiedy, ale zasnąłem.

 --------------------------------
 Niesamowicie krótko i w ogóle, ale wymusiłam troszkę tą część i sądzę, że to odczujecie, ale trochę za szybko zabiłam mamę Caluma, przyznaję, i teraz muszę odrabiać takimi oto wymuszonymi gówienkami, żeby mi się zgadzała liczba części. To chyba ostatnia taka wymuszona, bo teraz już mi będzie pasowało :) kot

No więc, ogłaszam KONKURS, yayayayay! <3
Tak na wakacyjną nudę, hahahha :D
W miejscach związanych w jakiś sposób ze Studniową porozrzucałam koty w różnych formach - gify, zdjęcia, emotikonki, zwykłe napisy 'kot' albo grafiki. Jest ich łącznie 10, słownie: dziesięć. Potem koty wymieniacie na spoilery :) Każdy kot symbolizuje jeden spoiler, czyli im więcej miejsc, gdzie te koty można znaleźć, mi podacie, tym więcej spoilerów zgarniacie. Spoilery są takie same, przypisane wobec stopnia trudności odnalezienia. Im trudniejszy kot do znalezienia, tym fajniejszy spoiler ;) Czas macie do końca lipca, więc niedużo, a można zgarnąć naprawdę fajne informacje :)
Jeśli już coś znajdziecie, odzywajcie się w hashtagu #Studniowa albo piszcie bezpośrednio do mnie. Ludzi bez tt zapraszam na maila - cedricellina@gmail.com, ale uprzedzam, że sprawdzam tylko raz dziennie x

No i jak już pewnie większość z was wie, usuwałam części od 2.9 do 2.17 i dodawałam od nowa i mi się wykasowały wszystkie komentarze i wyświetlenia (nie pytajcie, dlaczego to zrobiłam), dlatego też przeczytajcie tego krótkiego twittlongera o tym i pomóżcie mi, z góry dziękuję :') http://twitlonger.com/show/n_1s2jlku

Uff, to chyba wszystko, omg, nazbierało się tego, hahahahha XD

No to tak, dobranoc, kocham was i do następnego! x

2.17

(((Piosenki do części:
- 5 Seconds Of Summer - Close As Strangers
- Ed Sheeran - One
- One Direction - Right Now *miałam dzień starych piosenek i akurat to mi podpasowało :D*)))

Dzień osiemdziesiąty czwarty; 24 stycznia

Lato biegło pełną parą - słońce przygrzewało turystów rozrzuconych na australijskich plażach, sklepy pękały w szwach od spragnionych lodów czy zimnych napojów. Zwykły, ciepły dzień, powiecie. Wcale nie. Dzień, w którym zniszczyło się dla mnie wszystko.
- Hoodie! - zawołał już pijany Michael i wybuchł niezdrowym śmiechem. Przewróciłem oczami odpychając rękę Julie, która leżała na moim barku. - Jak tam tfoja Veronicaaaaaa? Posssfoliła fyjść małemu Calusiowi na impfeeeeeskę? - zawył, a ja pacnąłem się w czoło.
- Uspokój się, stary. Tylko z nią mieszkam, nie jest moją niańką - mruknąłem. - Pozwoliła - dodałem tak cicho, żeby tylko Juls mogła to usłyszeć, a ta parsknęła śmiechem.
- Z szego się tam śmiejesie? - spytał Mike i wpadł na wieszak na kurtki. - Ojej, pszepraszam pana, nie zauwaszyłem...
I ja, i blondynka obok mnie zaśmialiśmy się głośno, po czym Julie spytała:
- Kiedy on zdążył się tak zrobić?
- Nie wiem, ale jest bardziej wstawiony niż ja, a to moja impreza i wszyscy powinni chcieć pić ze mną. - burknąłem, a Juls wbiła mi łokieć w żebra.
- Zazdrosny, panie Hood? - uśmiechnęła się, a ja już miałem zaprotestować, ale przerwał mi głos za moimi plecami.
- Właściwie pan Hood nie jest zazdrosny, ale pani Hood już tak - Veronica roześmiała się i przytuliła mnie od tyłu.
- Cześć, słonko - posłałem jej promienny uśmiech, a Julie udała, że wymiotuje.
- Wystarczy, gołąbeczki, bo już mi niedobrze - wywróciła oczami i odeszła. Odwróciła się jeszcze na chwilę i krzyknęła: - Jeszcze raz najlepszego, Hood!
- Dzięki - powiedziałem pod nosem.
- Hej, co jest? Nie obchodzisz zbyt hucznie swojej spóźnionej imprezy urodzinowej.
- Moja mama nie żyje, to nie jest wystarczający powód? - westchnąłem zrezygnowany. Przynajmniej przy niej nie musiałem udawać szczęśliwego.
- Może i tak. Ale czasu nie cofniesz. Napij się za mną - podała mi jakąś szklankę z drinkiem i sama chwyciła podobną.
Wziąłem potężny łyk i spojrzałem na Ronnie, która właśnie krzywiła się od alkoholu.
- Przecież ty nie pijesz - zauważyłem po chwili.
- Zasady są po to, żeby je łamać - mrugnęła do mnie i znowu się napiła. - Nie piję z pozoru, pamiętasz?
- Taa, znowu pozory - mruknąłem i wziąłem ją za wolną rękę. Pociągnąłem ją w stronę schodów i zaprowadziłem do mojej sypialni. Tam usiedliśmy na łóżku i oboje wpatrywaliśmy się w swoje szklanki.
- Wiesz... - Veronica zaczęła, a ja spojrzałem na nią z nadzieją. Pamiętała?
- Tak?
- Nie jestem pewna, czy to, że śpisz ze mną w pokoju jest dobrym pomysłem - wyrzuciła szybko i odwróciła wzrok.
- Co? Dlaczego? - zmarszczyłem brwi. Nie pamiętała.
- Nie wiem, nie podoba mi się to, jak mogłoby to wyglądać, gdyby kiedyś z rana odwiedzili mnie rodzice - przygryzła wargę.
- Ronnie, czy ty pamiętasz, o czym rozmawialiśmy dwie noce temu? - wypaliłem i położyłem dłonie na ustach chcąc cofnąć czas i wypowiedziane słowa. Veronica jednak spojrzała mi w oczy i pewnym na pozór głosem oznajmiła:
- Tak. Pamiętam, jak snułeś plany o naszej przyszłości w twoim domu, pamiętam jak mówiłeś o tym, że będziesz pisarzem, a ja będę wprowadzać korekty do twoich tworów, żeby były idealne. I przede wszystkim pamiętam, jak mi się oświadczyłeś. - Przy ostatnim słowie jej głos się załamał, a ona odwróciła wzrok.
- Ronnie, ja... - chwyciłem ją za rękę, jednak wyszarpnęła ją i postawiła szklankę na podłodze.
- I pamiętam, jak ci odmówiłam, Calum - powiedziała stanowczo, a ja spojrzałem na nią urażony.
- Nie musisz przyjmować oświadczyn, które wypowiadałem na pół przytomny, ale przynajmniej mnie nie odpychaj - zmarszczyłem brwi.
- Czyli uważasz, że nie chcesz się ze mną ożenić, tak?
- Tak. To były tylko głupie rozmowy, Ronnie - spojrzałem jej w oczy, a ona położyła swoją dłoń na moim policzku i zapłakała bez najmniejszego ruchu. Tylko łzy, nic więcej. - Czy coś nie tak?
- Nie, nigdy. - otarła twarz, jakby dopiero zdała sobie sprawę z tego, że łka. - Czy chcesz się teraz ze mną rozstać? - wyszeptała, a ja momentalnie wziąłem ją w objęcia.
- Jak mogłaś w ogóle tak pomyśleć! Jesteś teraz wszystkim, co mam. Nie mógłbym z ciebie zrezygnować...
- Dziękuję.
- Za co? - zdziwiłem się.
-Spełniłeś moje marzenie. Zawsze chciałam znaleźć kogoś, dla kogo będę wszystkim. - wtuliła głowę w zagłębienie mojego obojczyka, a ja wziąłem ją delikatnie na kolana.
- Hooodieeeee - usłyszałem Michaela zza drzwi, więc westchnąłem poirytowany i zsuwając z siebie Ronnie, podszedłem do drzwi.
- Czego?! - krzyknąłem i zobaczyłem panią w eleganckim stroju tuż za nim.
- Jakaś penienka do siebie, Calum. Bąś gszeszny - wydukał i na pół odszedł, na pół dotoczył się do schodów.
- To, co tu zastałam, tylko utwierdziło mnie w decyzji - mruknęła kobieta, a ja spojrzałem na nią znudzony.
- Przepraszam, kim pani jest?
- Abigail Waterson, komornik sądowy - podała mi rękę, ale ja tylko stałem skamieniały w miejscu.
- O co chodzi? - spytała rzeczowym tonem Veronica zza moich pleców.
- Pani Hood, matka pana Hooda, nie spisała testamentu przed śmiercią. Ten dom jest teraz niczyj, więc idzie na licytację - wzruszyła ramionami, a ja poczułem, jak uginają się pode mną nogi.
- Jak to... na licytację? - wydukałem i przytrzymałem się framugi.
- Przykro mi, panie Hood. Licytacja zaczyna się jutro w południe i kończy o północy. Do rozpoczęcia musi pan zabrać stąd wszystkie swoje rzeczy - rozejrzała się dookoła i zatrzymała zniesmaczony wzrok na nieprzytomnym Michaelu, który miał jeszcze w dłoni czerwony kubek. - A to może okazać się trudne, więc radzę zacząć od razu. Przepraszam również, że przychodzę o dziewiątej wieczorem, ale wcześniej wyceniałam jeszcze inne własności pańskiej matki.
- Jakie inne rzeczy mojej matki?! - wybuchnąłem i już chciałem się rzucić na tą sukę, ale Ronnie złapała mnie za ramię i powiedziała bezgłośnie: ,,Nie, Calum".
- Pierścionek zaręczynowy, na przykład - odpowiedziała Abigail niewzruszona. - Ale okazał się całkowicie bezwartościowy, bo cały pokrył się już rdzą, a kamień i tak był sztuczny. Możesz go zatrzymać - sięgnęła do kieszeni i wsunęła mi w dłoń pierścionek matki. Załkałem cicho i zacisnąłem wokół niego palce.
- Proszę się stąd wynosić, natychmiast - warknąłem do kobiety, ale ona spojrzała na mnie z pogardą.
- To już nie jest pański dom. Nie może mi pan polecić się stąd wynieść.
Mimo to odwróciła się na pięcie i odeszła, mijając na palcach ciało Michaela (bardziej z obrzydzenia niż strachu przed obudzeniem go).
- Calum... - zaczęła Ronnie, jednak przerwałem jej, odwracając się do niej i przyciągając ją do siebie.
- Veronica, jeśli nie jesteś pewna tego, czy naprawdę chcę z tobą być, że naprawdę jesteś dla mnie wszystkim... - uklęknąłem przed nią i wziąłem jej dłoń w swoją. - ...weźmiesz jedyną rzecz, która została mi po mamie. - założyłem pierścionek na jej palec, a ona zaskoczona podniosła rękę i przyjrzała się biżuterii.
- To najpiękniejszy gest, jaki ktokolwiek kiedykolwiek skierował wobec mnie, Calum - przytuliła mnie mocno i zapłakała. - Kocham cię strasznie mocno...
- Ja ciebie też, Ronnie. Ja ciebie też.
Westchnąłem i oboje zamilkliśmy, po prostu stojąc w swoich objęciach. Po jakimś czasie odezwałem się cicho:
- Możesz go odrdzewić, jeśli chcesz, bo ja obecnie nie mam dyspozycji, żeby to zrobić, rozumiesz.
- Rozumiem - wyszeptała i odsunęła się ode mnie, po prostu patrząc mi w oczy. - Pomóc ci się spakować?
Skinąłem i w ciszy zabraliśmy się za zbieranie moich rzeczy do losowych toreb i pudeł.

---------------------
 Oki doki, pewnie mnie zabijecie za to i w ogóle, ale oczy mi się zamykają, bo spałam w nocy z godzinkę maksymalnie. Wracałam sobie z tego Wrocławia, a moja koleżanka z przedziału nagle rzyga, biegnę z nią do łazienki, poszłam jej po wodę, siedziałam z nią cały czas tam i zawsze z nią biegałam jak coś się działo, a moja super świetna kadra miała to w dupie, oops ;_; jeszcze sobie koleś stwierdził, że razem ze swoją grupką dwudziestoosobową zrobi sobie dodatkowy przedział na korytarzu i raz Zuza nie zdążyła dobiec i jej trochę wyciekło między palcami koło jego nóg (mmm smacznie) i on zaczął się do mnie spinać, że to nie jest stodoła i że ona ma się ogarnąć i w ogóle, myślałam, że mu przywalę w ryj normalnie, nfcdjubhnujfdhnsbjf

OGÓLNIE TO BIG LOVE DLA ELLI I ALI, KTÓRE DBAŁY O TO, ŻEBY LUDZIE GŁOSOWALI NA STUDNIOWĄ W TEJ ANKIECIE, BYŁYŚMY DRUGIE, DZIEWCZYNY! JESTEŚCIE NIESAMOWITE, JESTEM Z WAS TAK CHOLERNIE DUMNA, ŻE TO AŻ BOLI, OMG, JESTEŚCIE KOCHANE <33333

No a obóz ogólnie spoko, najpierw jechaliśmy do Szklarskiej i po nieprzespanej nocy 20 km pod górę, różnica wysokości około 500 metrów, potem 2 noce w schronisku Na Hali Szrenickiej, po czym szliśmy 10 km do schroniska Odrodzenie, gdzie spaliśmy tylko jedną noc i następnego ranka już znowu w drodze, tym razem jakoś 15 km do schroniska Samotnia, tam byliśmy 5 dni, potem do Karpacza, z Karpacza do Jeleniej Góry, z Jeleniej Góry do Wrocławia, we Wrocławiu spaliśmy w Komendzie Dolnośląskiej ZHR (lel co XD) i byliśmy tam 2 dni i dzisiaj wróciłam. Tam, gdzie zostawaliśmy na kilka dni oczywiście dziennie średnio 12-13 km :)) Ale spoczko, dałam radę, nawet z ogromnym plecaczkiem, yay <3

Chciałam pisać na obozie, ale w każdym wolnym czasie spałam XD

No więc, witajcie z powrotem, kocham was i w ogóle :)

Ps. NIESPRAWDZANY, przeliteruję: N I E S P R A W D Z A N Y :)

Obserwatorzy