niedziela, 18 maja 2014

2.3

(((Część pisałam przy piosence:
- Ed Sheeran - All Of The Stars *w ogóle się w tym zakochałam tak mocno, że omg <3*)))

Dzień dziewiąty; 9 listopada

Rano doczłapałem do szkoły przed dzwonkiem, co w sumie graniczyło z cudem, bo wstałem o ósmej trzydzieści osiem, a lekcje zaczynały się już o dziewiątej. Wszedłem do sali sekundy przed nauczycielem. Ronnie już siedziała, idealnie przygotowana do lekcji. Kiedy siadałem na miejscu, nie raczyła mnie nawet jednym spojrzeniem
Do pory lunchu w sumie nie kontaktowałem. Luke wyszedł ze szpitala, rozmawiałem z nim chwilę, jednak na wszystkie moje pytania odpowiadał dwuznacznym:
- Czy na pewno tego chcesz? Czy na pewno uwolnisz się z sieci?
Zrezygnowałem więc po krótkiej chwili.
Wszedłem na stołówkę, gdzie Veronica już siedziała w naszym zwyczajowym miejscu. Zatrzymałem się na chwilę i głośno przełknąłem ślinę. Przymknąłem oczy i przygotowałem się psychicznie na próbę mojej silnej woli.
- Pamiętaj o zadaniach - mruknąłem sam do siebie pod nosem i odłożyłem swoją papierową torbę obok jej pudełka na lunch.
- Hej - powiedziała cicho i wymusiła uśmiech. Minęło już pięć minut przerwy, a ona nadal nic nie zjadła. Postanowiłem nie pytać, przypominając sobie o pierwszym zadaniu. Skinąłem głową na przywitanie i zacząłem odwijać swoje kanapki. - Obraziłeś się na mnie? - szepnęła.
Potrząsnąłem głową i wziąłem gryza bułki.
- To o co chodzi? - westchnęła poirytowana. Wziąłem serwetkę i wyciągnąłem długopis z bocznej kieszeni plecaka.
,,Moje gardło bardzo boli."
Veronica przewróciła oczami i powiedziała sarkastycznie:
- Jasne.
Wróciła do dziobania swojej sałatki plastikowym widelcem, więc nie wytrzymałem i szturchnąłem ją, podsuwając serwetkę pod jej nos.
,,Czemu nie jesz?"
- Nie jestem głodna - odburknęła, po czym spakowała swój lunch i odeszła bez słowa pożegnania. Odprowadziłem ją wzrokiem i przez dłuższą chwilę wpatrywałem się jeszcze w drzwi, którymi przed chwilą opuściła pomieszczenie.
- Heeej, Hoodie - Michael na krzesło obok mnie. Wymusiłem uśmiech i odpowiedziałem mu. - Co jest? Kłopoty w raju?
Zachichotał głupkowato, a ja tylko odburknąłem:
- Nie twoja sprawa.
I odszedłem, tak jak chwilkę temu Ronnie.
Nie odzywała się do mnie do końca zajęć. Myślałem, że już tego nie zrobi, więc nawet nie próbowałem szukać jej po lekcjach. Zdziwiło mnie, gdy na zakręcie tuż przed moim domem, stała właśnie ona. Była bardzo niespokojna i przebierała z nogi na nogę. Zmarszczyłem brwi, a ona podeszła do mnie i wymierzyła mi siarczysty policzek.
- Ty gnoju! - krzyknęła i już chciała powtórzyć poprzednią czynność, jednak w ostatniej chwili złapałem jej nadgarstek. - Co zrobiłam źle? Dlaczego znowu mnie odsuwasz?! Nienawidzę cię! - wrzasnęła, próbując wyrwać rękę, jednak byłem zdecydowanie silniejszy od niej.
- O co ci chodzi?! - również krzyknąłem, przytrzymując ją w miejscu.
- O co chodzi? O co chodzi?! Zaraz ci powiem, o co chodzi! Tylko o to, że powierzyłam ci całą siebie, otworzyłam się na ciebie z takiej strony, której nikt inny nie widział, a ty po prostu bawisz się tym wszystkim, po czym rzucasz moje uczucia w drugi kąt pokoju, bo ci się znudziły! - zaczęła płakać. - Naprawdę nie rozumiesz, że ja tak cholernie mocno cię kocham, a ty mnie od siebie odsuwasz?! - zaszlochała, w końcu się wyrywając.
Spojrzała na mnie ostatni raz, a ja w jej zwykle radośnie niebieskich tęczówkach nie zobaczyłem niczego. Były puste, tak jak jej serce wtedy.
Odbiegła, nie odwracając się nawet, żeby spojrzeć, czy biegłem. Bo nie biegłem. Pozwoliłem jej odejść.
Bo kochać, to czasami pozwolić odejść.
A tak było dla niej najlepiej.

--------------
Oj no wiem, wiem, znowu krótko, ale no cholera, to takie trudne, pisać takie łamiące serca sceny. Na końcówce prawie płakałam, fndisjgis :cccccc
Z dedykacją dla niesamowitych @5secofallie i @patrycjak423, które są jednymi z najlepszych koników wszech czasów, yaay! <3
Przypominam o konkursie na odgadnięcie zakończenia Studniowej, możecie nawet zadecydować *po części*, czy Connie będzie razem! :D

Dla tych, których zapomniałam poinformować - w hashtagu #Studniowa możecie znaleźć pierwszy FANART z Connie! :)

Kocham was mocno! xx Do, hmm, powiedzmy... Do środy :)

EDIT: To nie znaczy, że przestanę was kochać w środę, tylko że wtedy pojawi się 2.4 ahhahaha XD

czwartek, 15 maja 2014

2.2

 (((Część pisałam przy piosenkach:
- 5 Seconds Of Summer - Good Girls Are Bad Girls *yessss, to piosenka Connie! :D*
- 5 Seconds Of Summer - Disconnected
- 5 Seconds Of Summer - She Looks So Perfect *uważam, że był to po prostu dzień sosów ;-;*)))

Dzień trzeci; 3 listopada

- Okej, dobra, już nic nie rozumiem - Anthony poprawił się na łóżku, ciaśniej splatając swoje nogi.
- Ale co tu rozumieć? - westchnąłem, opadając bezradnie na plecy.
- Czekaj, daj mi to przeanalizować, misiek. Ty i moja siostra zbliżyliście się do siebie, twoim zdaniem, zbyt mocno, a zupełnie się od siebie różnicie, więc nie możecie być razem. Stwierdziłeś, że skoro to nie wchodzi w grę, to musisz się odkochać.
- Więc czego nie rozumiesz? Wiesz wszystko - wywróciłem oczami.
- Tego, że wy jesteście identyczni! Zawsze mówicie tak samo, jecie tak samo, słuchacie tej samej muzyki...
- Ale mamy innych przyjaciół i obracamy się w innym towarzystwie. Z resztą, ona w ogóle się nie obraca - skrzywiłem się i w tym momencie zawibrował mój telefon.
*V: Sprowadź Tony'ego do domu. Natychmiast.*
Zmarszczyłem brwi.
- Tony, czy twoi rodzice wiedzą, że tu jesteś? - spytałem niepewnie, podnosząc się do pozycji siedzącej. Chłopak spuścił wzrok. - Anthony!
- No co! Przecież nie będę tam siedział, kiedy znowu przylazł ten cały pegaz - wzdrygnął się.
- Jaki pegaz? - zdziwiłem się.
- Ten taki w kolorowych włosach, no wiesz, pegaz.
- Oh, Michael... - mruknąłem.
- Właśnie on. No sam widzisz. Kurczę, przecież on niedługo rozwali Connie biorąc pod uwagę, że masz ten cały Studniowy Kurs Niekochania!
- Studiową Kurację Antymiłosną - poprawiłem go cicho.
- Jeden pies.
- Tony, wiem, że go nie lubisz, ale naprawdę nie możesz tak robić. Twoi rodzice się martwią. Veronica się martwi...
Chłopak podniósł dłoń do góry uciszając mnie i wstał z westchnieniem.
- Nadal nie sądzę, żeby to była dobra decyzja.
- Wiem. Ja też nie. Ale już nie zamierzam się wycofywać. Alea iacta est, Anthony.
- Kości zostały rzucone - skinął głową ze zrozumieniem. - Miałem ostatnio na historii.
Po tych słowach wyszedł z mojego pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
Kilka godzin dnia trzeciego minęło mi na bezczynnym leżeniu i rozmyślaniu o sensie całej kuracji. Po trzeciej spędzonej w ten sposób, usłyszałem dźwięk dzwonka do drzwi. Zwlokłem się niechętnie z łóżka i poczłapałem do wejścia. Otworzyłem drzwi, a moim oczom ukazała się Ronnie.
- Calum, hej - uśmiechnęła się i spytała, czy może wejść. Już miałem jej odpowiedzieć, ale przypomniałem sobie o zdaniu pierwszym. Skinąłem więc tylko głową. Veronica zdjęła buty i weszła za mną do pokoju. Usiadła koło mnie na łóżku.
- Pewnie zastanawiasz się, co mnie sprowadza.
Skinąłem, patrząc na nią wyczekująco.
- W sumie nie wiem, co to było - przyznała. - Ale po prostu musiałam tu przyjść. Ciągnęło mnie tutaj, jakaś niewidzialna siła, która...
Przerwałem jej, chwytając jej rękę. Spojrzałem jej w oczy, nadal nic nie mówiąc.
- Wydaje mi się, że coś do ciebie czuję - powiedziała, nieśmiało spuszczając wzrok na nasze splecione dłonie.
Oh, no serio...
Postanowiłem zrobić wyjątek w zadaniu i odezwałem się:
- Ja też coś do ciebie czuję, Ronnie, ale to nie zmienia faktu, że nie możemy być razem - westchnąłem.
- Dlaczego? - szepnęła smutno, chwytając mój podbródek i tym samym zmuszając mnie, żebym na nią spojrzał.
- Jesteś jak... Hm, no nie wiem, nie czytam za dużo książek, nie potrafię nas porównać.
- Jak Romeo i Julia? Bonnie i Clyde? Elizabeth i pan Darcy?
- Widzisz? To właśnie jest ta różnica. Jesteś zupełnie z innego świata, mój nigdy cię nie zaakceptuje, nie ważne, jak mocno oboje byśmy tego chcieli - pokręciłem ze smutkiem głową.
- Ale kogo obchodzi, co myślą inni? Niech sobie myślą! To nasze życie, a nie ich.
- Oni są jedynym, co mam, okej? - odwarknąłem i puściłem jej rękę.
- Calum, ja... Przepraszam - chciała wstać, jednak chwyciłem ją za łokieć i pociągnąłem tak, że wylądowała na moich kolanach. Momentalnie przylgnąłem do niej ustami i zdałem sobie sprawę z tego, że to był pierwszy raz, kiedy to ja wyszedłem z inicjatywą pocałunku. Ronnie odwzajemniła go od razu. Miałem wrażenie, że byliśmy stworzeni, by całować tylko siebie nawzajem. Jak dwa fragmenty układanki, które pasują tylko w jednym miejscu.
Koło siebie.
Veronica niechętnie odsunęła się ode mnie i zeszła z moich kolan. Nadal trzymała moją dłoń, nawet nie zauważyłem, kiedy ją złapała. Powoli wysuwała swoją malutką rączkę z mojej ogromnej, odchodząc coraz dalej.
- Żegnaj, Calum.
Cofnęła dłoń i z lekkim wahaniem wyszła z pokoju.
Westchnąłem ciężko i spisałem drugie zadanie.


Z tym będzie jeszcze trudniej.
Zaśmiałem się ze swojej bezradności i zadzwoniłem do Ashtona.
- Hej, stary! Co tam? - przywitał mnie ze śmiechem.
- Muszę się upić. Masz jakiś pomysł? - rzuciłem bez ogródek.
- Hm... Antifico? - zaproponował.
- Może być. Za pół godziny będę u ciebie.
Rozłączyłem się i wyszedłem z domu, zabierając tylko portfel i klucze.
Dalej nic nie pamiętam. Wszystko jest dla mnie jedną, wielką, zamgloną plamą. Chyba troszkę przesadziłem.

----------
Jejku, naprawdę nie chciałam, żeby wyszło tak krótko, ale jeszcze mocniej chciałam dodać coś w dzień miesięcznicy! <3
Boże, nie wierzę, że nasza malutka Studniowa ma już miesiąc i prawie 1600 wyświetleń! Jesteście niebywałe, nie mogłam sobie wyobrazić lepszych koników.
Dzisiaj cały dzień tylko jarałam się, że moje dziecko aka ten ff jest takie duże i w ogóle XDD
Przypominam o hashtagach #studniowa i #miesiącstudniowej, bardzo miło mi jest czytać wasze przemyślenia <3
DODATKOWO OGŁASZAM NOWY KONKURS!!! *i przypominam o starym ahahhah xd*
Osoba, która napisze razem z hashtagiem #studniowa teorię zakończenia rozdziału najbliższą prawdzie otrzyma... aaa, tego wam jeszcze nie zdradzę :D Ale uwierzcie, warto, warto! <3 Mogę zdradzić, że zwyciężczyni będzie miała naprawdę dużo do gadania w sprawie fabuły :)

Kocham was mocno! Miłej miesięcznicy xx

poniedziałek, 12 maja 2014

2.1

(((Rozdział pisałam przy piosenkach:
- Bastille - Get Home
- Passenger - Let Her Go)))

NOTATKA ZAPRASZA :)

Dzień pierwszy; 1 listopada

Ranek przywitał mnie z bólem głowy i dosłownie wszystkich mięśni ciała, jednak zwlokłem się z łóżka i chwyciłem zeszyt z piosenkami, tak jak zaplanowałem to poprzedniego dnia i, o dziwo, o tym pamiętałem. Otworzyłem go na stronie z piosenką Veroniki. Przejechałem jeszcze raz wzrokiem po tekście. Nabazgrałem tytuł, I've Got That Friend, żegnając się niemo z tekstem, który już nigdy nie ujrzy światła dziennego. Wyrwałem kartkę, zwinąłem ją w kulkę i cisnąłem do kosza, nie upewniając się, czy tam wpadła, nie obchodziło mnie to.
Wtedy wyszedłem z domu i skierowałem się do najbliższego sklepu papierniczego. Kupiłem dziennik. Taki najzwyczajniejszy w świecie dziennik. Postanowiłem notować w nim wyzwania na każdy kolejny dzień. Postanowiłem zacząć od razu po powrocie.


- Nie będzie łatwo - mruknąłem pod nosem i udałem się do kuchni. Zrobiłem szybkie kanapki i już chciałem wychodzić, jednak zatrzymała mnie wchodząca do domu mama.
- Hej, Caluś! - cmoknęła mnie w policzek i zwinnie wyminęła, ocierając o mnie tylko jedną siatką z zakupami.
- Cześć, mamo. Co się dzieje? Po co te zakupy?
Kobieta odłożyła produkty na stół i spojrzała na mnie zdziwiona.
- Pani Hood ci nie mówiła? - była śmiertelnie poważna.
- Mamo, nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale to ty jesteś panią Hood.
Pokręciła szybko głową, wybuchając śmiechem.
- Miałam na myśli Veronicę. Jej rodzina przychodzi dziś do nas na kolację. Podobno przyjaźnisz się z jej bratem i to on zaangażował całe spotkanie. Cholera, mamy mało czasu, Calum.
Momentalnie rozbolała mnie głowa, nawet mocniej niż przedtem, a nie myślałem, że to możliwe. Podszedłem do szafki z lekami i wyjąłem opakowanie aspiryny.
- Dziecko, nie mów mi, że piłeś wczoraj - spojrzała na mnie z politowaniem.
- Nie, no coś ty, mamo... - skłamałem. Nauczyłem się już dobrze kłamać. - To tylko jakaś migrena, w sumie nie wiem skąd.
- Mam nadzieję. Caluś - westchnęła. - Proszę, ubierz dzisiaj koszulę i sprzątnij w pokoju. Mam nadzieję, że zajmiesz się Veronicą i Anthonym.
Zamarłem. Nie pomyślałem o tym wcześniej. Ronnie w moim domu, w moim pokoju, ze mną, kiedy próbuję się z niej wyleczyć. O mój Boże.
- Calum? Wszystko w porządku? - mama położyła dłoń na moim barku.
- Tak, oczywiście. O której będą?
- O szóstej.
Spojrzałem na zegarek. Trzecia dwadzieścia. Zmarszczyłem nos, jednak po chwili skinąłem głową.
Państwo Darkstone pojawili się niemal punktualnie, niemal, bo spóźnili się cztery minuty, za co oczywiście przeprosili.
- Cześć, Calum! - przytuliła mnie Kristine, a ja odwzajemniłem uścisk, trochę mniej entuzjastycznie. Kiedy w końcu się ode mnie odkleiła, wymieniłem uścisk dłoni z Patrickiem i krótkie, niezręczne spojrzenie z Ronnie.
- Hej, Cal, co będziemy robić? - spytał Tony.
- Zaplanowałem kilka rzeczy, zdejmijcie kurtki i buty, pójdziemy do mojego pokoju - odpowiedziałem.
- My? - odezwała się cicho Veronica.
- Tak. Wy. Ty też - rzuciłem, jednak nie spojrzałem na nią. Kątem oka zobaczyłem, jak ściąga swój płaszcz w beżową kratkę i do końca odsłania swoją czerwoną sukienkę do kolan. Była prosta, nie miała żadnych rozcięć ani dekoltu, przyległa, ale nie obcisła w talii i od bioder rozkloszowana. W każdym razie - nie była niesamowicie wygórowana, jednak mój oddech stał się cięższy. Ale przecież wcale się nie przyglądałem, co ja tam wiem. Odpięła swoje czarne szpilki i znowu stała się niższa ode mnie. Podniosła nieśmiało wzrok i podeszła do mnie, zerkając krótko w moje oczy.
- Idziemy?
Odchrząknąłem.
- Tak, oczywiście. - odwróciłem się do rodziców Veroniki, którzy stali w progu, nie bardzo wiedząc, jak się zachować. - Mama czeka na pańs... Em... Na was w salonie - poprawiłem się. - Miłej kolacji.
- Dziękujemy, Calum - Kristine uśmiechnęła się do mnie. Skinąłem głową na Ronnie i Tony'ego, nakazując im niemo, żeby poszli za mną.
Kiedy weszliśmy do mojego pokoju, a rodzeństwo zobaczyło moje dekoracje, stanęli jak wryci.
- Co się stało z tym miejscem? - spytała cicho Veronica. Wszędzie porozstawiałem klisze filmowe i rysunki kamer, gdzieniegdzie stały kadry z filmów.
- Postanowiłem przygotować fabułę - wzruszyłem ramionami.
- A jak ona brzmi? Chomiki w kosmosie? - zadrwił Tony, głaszcząc hełm Alexandra.
- Hej, zostaw Alexa, on tu nie ma nic do gadania.
Anthony zachichotał i usiadł na łóżku.
- Więc co będziemy robić, reżyserze? - zapytała Ronnie, jednak chyba nawet ona sama nie poznała swojego głosu, więc odchrząknęła z gracją, poprawiając swoją sukienkę.
- Myślałem o filmowych kalamburach. Przygotowałem jedno i dwuosobowe fragmenty filmów, które będziemy przedstawiać, a osoba siedząca musi odgadnąć tytuł filmu. Gramy na żelki, nic lepszego nie przyszło mi do głowy - uśmiechnąłem się przepraszająco.
- Dobra, ja pierwszy - Tony wstał i wylosował karteczkę z kuferka. Rozwinął ją, a my z Veronicą usiedliśmy. Kiedy przypadkowo nasze kolana się zetknęły, momenatalnie je odsunęliśmy, pilnując, żeby nie powtórzyć tego ogromnego błędu.
Godziny mijały, a my nadal graliśmy, śmiejąc się w najlepsze. Wszystkie cytaty odgrywaliśmy perfekcyjnie, aż w końcu przyszła kolej moja i Ronnie. Pozwoliłem jej wylosować karteczkę, a kiedy rozwinęła papierek, zamarła z szeroko otwartymi oczami. Zabrałem od niej świstek i przeczytałem go z westchnieniem. Zabiję go kiedyś, pomyślałem.
- No dobra, spróbujmy.
Veronica przymknęła na chwilę oczy i stanęła tuż przede mną, wbijając wzrok w moje tęczówki. Zadrżałem niezauważalnie, kiedy położyła dłoń na mojej piersi.
Calum, ogarnij się, pamiętaj o Studniowej...
- Co to jest całość? - spytała cicho, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- Całość to ty i ja - odparłem i zamknąłem ją w szczelnym uścisku moich rąk.
- Czy to Iris? - spytał Tony, a ja odsunąłem się delikatnie od Veroniki.
- Tak, zgadłeś. Ronnie, czy możesz, proszę, sprawdzić, jak radzą sobie wasi rodzice? - wbijałem wzrok w jej brata.
- Oczywiście.
Za chwilę zniknęła za drzwiami.
- Co ty sobie wyobrażałeś, młody?! - krzyknąłem, jednak po chwili opanowałem się i obniżyłem głos, nadal zdenerwowany. - Czy to jakiś twój chory plan na zeswatanie mnie z Veronicą?
- Ale, Calum, ja tylko...
- Ty tylko co? Chciałeś się tylko wtrącić? Po co? Nie rozumiesz, że nigdy nie będę z twoją siostrą?
- Ale ja tylko chciałem mieć starszego brata... - wyszeptał ze szklanymi oczami. - Miałem nadzieję, że jeśli uda mi się połączyć cię z Veronicą, to może mnie polubisz i może zostaniesz moim starszym bratem, którego nigdy nie miałem, a tak bardzo chciałem mieć... Przepraszam - zapłakał i wybiegł z pokoju, zamykając się w łazience. Po chwili rozległo się pukanie i do pokoju zajrzała Veronica.
- Mogę wejść? - spytała cichutko, a ja skinąłem. - Co się stało? - usiadła koło mnie po turecku i wpatrywała się we mnie w ciszy.
- Trochę przesadziłem - wyznałem spuszczając wzrok
Siedzieliśmy w ciszy dłuższą chwilę, kiedy Ronnie zapytała:
- Calum, co się stało z nami?
Przymknąłem oczy i westchnąłem.
- Nie mam pojęcia. Może po prostu nie byliśmy sobie przeznaczeni...?
- Może. - przytaknęła, a ja w końcu podniosłem wzrok i zmierzyłem się z jej spojrzeniem. Było bardziej uporczywe niż kiedykolwiek.
- Ronnie, ja... - zacząłem, jednak nie dane mi było skończyć, bo poczułem jej usta na swoich, kiedy przylgnęła do mnie w spontanicznym pocałunku. Nie opierałem się, a nawet włączyłem do tej bezsłownej wymiany zdań. Czułem, jak zdesperowana była, jak tęskniła... Wszystko. Znowu czułem wszystko. Wplotłem rękę w jej włosy, a ona między pocałunkami spytała:
- Calum, czy od teraz będziesz przy mnie, kiedy będę cię potrzebować?
Kiedy usłyszałem to zdanie, odsunąłem się od niej, żeby spojrzeć jej w oczy. Była rozczochrana, miała trochę nabrzmiałe usta i błyszczące tęczówki. Po jej policzku popłynęła łza, jednak szybko ją otarła, niecierpliwie czekając na odpowiedź.
- Zawsze - przytuliłem ją i pocałowałem w czubek głowy.
- Obiecujesz? - wtuliła się w moje ramię, a ja wyszeptałem jej prosto do ucha:
- Obiecuję.
Od razu skarciłem się w myślach. Tego dnia nie wykonałem zadania, a nawet zaprzepaściłem swoje szanse na odrobienie tego na co najmniej kilka następnych.
------------------
 AAAA, JARAM SIĘ TĄ CZĘŚCIĄ TAK MOCNO ŻE OMG <3333
Ale później już nie będzie tak kolorowo, wiecie, Studniowa się zaczyna i takie tam :'c
Za chwilkę dodaję zdjęcie Jess, zapomniałam ostatnio :D
Przypominam o konkursie, jest już 12 maja, a czas tylko do 31! :')

A teraz ta ważna część - bardzo wam dziękuję za wspólnie spędzony miesiąc i za tyle wyświetleń i komentarzy. Szkoda mi tylko, że pod 1.10 były tylko cztery, no ale cóż, i tak jest super, one mnie bardzo motywują do dalszego pisania.
Obecnie statystyki wykazują, że najwięcej was wchodzi w godzinach 18-19 i 21-22, wy nocne Koniki, hahahahahha :D
Mam nadzieję, że będziemy obchodzić jeszcze sporo takich miesięcznic! A póki co, proszę, żebyście pisali swoje ulubione fragmenty wszechczasów z hasztagiem *profesjonalnie* #MIESIĄCSTUDNIOWEJ.

Część dedykuję Kornelii, która upiera się, że nie będzie Koniem, bo nie lubi Veroniki (ona jest jakaś dziwna, pfpfpf). Mam nadzieję, że ją w końcu polubisz, hahahah :D <3

czwartek, 8 maja 2014

1.10 - ostatnia część rozdziału pierwszego

(((Rozdział, a raczej część, damn, nie mogę się przyzwyczaić, hahahah, pisałam przy piosenkach:
- *szpital* Glee - Seasons Of Love
- *dom Caluma* 5 Seconds Of Summer - Amnesia, która kojarzy mi się z Connie w tym momencie nawet za bardzo, niż powinna
- *impreza* Justin Bieber - Confident)))

PLZ, NOTATKA, TO OSTATNIA CZĘŚĆ 1 ROZDZIAŁU, WIĘC TEN NO, WYPADAŁOBY

Dzień zerowy; 31 października

Po wydarzeniach z dnia minus szóstego Luke nadal leżał w szpitalu, był jednak przytomny i w pełni kontaktował. Gdy tylko dojechał, od razu zrobiono mu rentgen, który wykazał dwa złamane żebra. Policja nadal poszukuje sprawców.
Również od tamtego momentu nie rozmawiałem z Ronnie. Nie siadała koło mnie, nie odpowiadała na moje 'cześć', nie odbierała telefonów. Zwyczajnie mnie unikała. Nie czułem nawet na sobie tego jej wzroku, przeszywającego mnie zwykle na wskroś. Tęskniłem za nią. Tęskniłem za jej miękkimi włosami, za jej zdrowym, idealnie spakowanym lunchem, za jej śmiechem, nawet za tymi głupimi docinkami na temat mojej inteligencji.
Nie wiedziałem, co ze mną zrobiła, ale nie czułem się z tym dobrze.
Rano poszedłem, klasycznie, do szkoły. W drzwiach czekał na mnie Michael.
- Hej, Mike, co jest? - podałem mu rękę w ten charakterystyczny sposób.
- Luke majaczy - skrzywił się.
- Co? Przecież wczoraj było z nim dobrze...? - spytałem z niepewnością w głosie.
- Najwyraźniej nie. Wczoraj wieczorem poszedłem go odwiedzić, a on ciągle powtarzał coś o tym, że mamy ratować Veronicę, że oni chcą ją dopaść, że nadal czekają i takie tam.
Zachłysnąłem się powietrzem i zakomunikowałem koledze, że muszę iść. Wbiegłem do stojącego na przystanku koło szkoły autobusu i usiadłem, troszkę zdyszany. Wysiadłem chwilę później i skierowałem kroki do pobliskiego szpitala. Wszedłem do środka i od razu ruszyłem do pokoju Hemmingsa, ignorując nawoływania pielęgniarki oznajmujące mi, że pora odwiedzin zaczyna się dopiero za trzy godziny. Popchnąłem drzwi i zobaczyłem Lucasa z bandażem na głowie. Czytał książkę (jedną ręką, bo drugą miał w gipsie) i zdawał się w ogóle mnie nie zauważyć. Chrząknąłem wymownie, a on podniósł głowę. Ożywił się na mój widok.
- Calum! Musisz ją chronić! Wywieź ją na jakąś wieś czy Bóg wie gdzie, po prostu zabierz ją z Sydney, rozumiesz?
- Luke, ale przed kim?
- Oni po nią wrócą, zobaczysz - zignorował moje pytanie i dalej panikował. - Dopadną ją, a ja cię ostrzegam. Będziesz miał wyrzuty sumienia, kiedy ją znajdą.
- Czego oni od niej chcą? - spróbowałem podejść go z innej strony i usiadłem na krzesło przy szpitalnym łóżku. Lucas uśmiechnął się jak obłąkany.
- Zemsty.
Przez moje ciało przeszedł krótki dreszcz, a kiedy spojrzałem na Hemmingsa, on znowu czytał swoją książkę. Gdy chciałem wyjść, złapał mnie za nadgarstek, a potem przeczytał mi jej fragment.
- Bo minie sto dni, zanim zapomnisz, że istniała. Po stu dniach będziesz wolny. Chyba, że jesteś słaby. Wtedy będziesz potrzebował jej jak nigdy, a ona ucieknie i będzie poza twoim zasięgiem. Decyzja należy do ciebie, mój chłopcze. Uwolnisz się z sieci lub zaplączesz w nią jeszcze mocniej.
Nie zrozumiałem, o co mu chodziło, jednak skinąłem głową i ruszyłem do wyjścia. Odwróciłem się jeszcze w drzwiach, żeby spojrzeć na uśmiechniętego do siebie blondyna, który znowu pogrążył się w lekturze. Westchnąłem i wyszedłem, cicho zamykając drzwi.
Zdążyłem na trzy ostatnie lekcje - hiszpański, angielski i chemię. Wydaje mi się, że w ogóle nie kontaktowałem, aż do momentu, kiedy Ashton podszedł do mnie i zaczął opowiadać mi o imprezie halloween'owej. Nie słuchałem go, oczywiście, a kiedy on zdał sobie z tego sprawę, uderzył mnie płaską dłonią w tył głowy.
- Hood, do chuja, mówię do ciebie.
- Wybacz. Ciągle zastanawiam się nad tym, co dzieje się z Lucasem. Martwię się o niego... Mimo wszystko - skrzywiłem się.
- Nie myśl teraz o tym. Właśnie mówiłem ci, że Julie organizuje imprezę halloween'ową i miałem zapytać, czy wpadniesz. To jak? - włożył ręce do kieszeni swoich spodni i wzruszył ramionami.
- Ronnie będzie? - spytałem mechanicznie.
- Nie wiem. Stary, co ci się stało? Nie potrafisz się ostatnio bez niej ruszyć.
- Przyjdę. - rzuciłem poprawiając plecak na jednym ramieniu i oddaliłem się w stronę swojego domu.
Otworzyłem drzwi i wszedłem do salonu. Rzuciłem kurtkę na ziemię i usiadłem na kanapie.
- Cholera, Calum, po co się zgodziłeś? - skarciłem sam siebie.
Nie miałem najmniejszej ochoty iść na tą głupią imprezę, chciałem siedzieć w moim pokoju, brzdąkać na gitarze, straszyć małe dzieci, które miały przyjść po cukierki. Ale nie. Byłem na tyle głupi, żeby zgodzić się i iść do Julie. Kiedy zdałem sobie sprawę, że całość odbywa się u niej, jęknąłem przeciągle i schowałem twarz w poduszkę.
Wtedy rozległo się pukanie. Dokładniej dwa dzwonki i trzy puknięcia.
Veronica.
Zerwałem się na równe nogi i pobiegłem, żeby wpuścić ją do środka, jednak kiedy otworzyłem drzwi, spotkałem się z niezbyt przyjemnym spojrzeniem kuriera.
- Pan Hood? - spytał znudzony. Wyrwałem mu długopis, podpisałem karteczkę, zabrałem od niego paczkę i bez słowa zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem. Wróciłem do salonu, burcząc pod nosem coś o uzależnieniu od Ronnie.
- Nie musiałeś być dla niego aż taki wredny - usłyszałem za plecami i aż podskoczyłem. Odwróciłem się i zmierzyłem wzrokiem siedzącego na kuchennym stołku Tony'ego.
- Jak się tu dostałeś?
- Nie zamykasz okien, geniuszu - wywrócił oczami, a ja przygryzłem wargę. Faktycznie. Mogłem być ostrożniejszy.
- Co tu robisz? - spytałem po chwili ciszy. Anthony spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Naprawdę? Myślisz, że jeśli szipuję cię z moją siostrą, a ona nie odzywa się do ciebie i unika twojego tematu od kilku dni, to się tym nie zainteresuję? - parsknął. - Słuchaj, misiek. Wiem, że Veronica czasami może być irytująca, wiem, że czasami może się obrażać, ale wiem też, że w głębi serca nadal bardzo cię lubi i to, że raz tam się pokłóciliście czy coś, znaczy tutaj tyle co nic. Więc zbieraj dupę i zaproś ją dzisiaj do Julie - zaplótł ręce na piersi.
- Jestem pod wrażeniem tej przemowy, Tony, ale... Zaraz, skąd wiesz o imprezie Julie?
- Wszyscy o niej wiedzą. Ta pusta lala zrobi wszystko, żeby zyskać rozgłos - westchnął, a ja wybuchnąłem śmiechem. Anthony posłał mi krótki uśmiech, jednak zaraz zapytał: - No to jak? Zabierzesz księżniczkę na bal? - mrugnął do mnie.
- Wiesz... - westchnąłem. - To nie takie proste.
- Dlaczego? - zdziwił się chłopak. - Po prostu idziesz ze mną do Veroniki... Czekaj, bądź nią, ja będę tobą - zarządził.
- Dobra...? - zmarszczyłem brwi.
Tony odchrząknął teatralnie.
- Hej, Veronica, uhm... - potarł nerwowo łokieć. - Wiesz, wybieram się dziś na tą imprezę halloween'ową, może masz ochotę pójść jako moja partnerka? Proszę? - uśmiechnął się z zębami i zamrugał kilka razy.
- Oh, Calum, wiesz, bardzo cię lubię, ale jesteś wrednym idiotą i w sumie wywaliłeś mnie z samochodu kumpla, kiedy rzuciłam jedną uwagę na temat prędkości - przerwałem na chwilę i westchnąłem. - Więc niestety, napiszę o twoich nędznych staraniach na wszystkich portalach społecznościowych, a potem publicznie dam ci kosza, zgoda? - przekrzywiłem głowę i zamrugałem ,,słodko".
Anthony wstał z krzesełka i skierował się do wyjścia. Zatrzymał się jeszcze w progu i powiedział:
- Nie jesteś jeszcze skończony, bracie. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie.
Po czym zamknął drzwi, zostawiając mnie w totalnym bałaganie moich myśli.
Ashton napisał mi wiadomość, że mam być na siódmą, a dochodziła już szósta.
- Czas najwyższy się ogarnąć - powiedziałem sam do siebie i westchnąłem. I kiedy tylko zbliżyłem się do szafy, znowu mnie naszło. Wyjąłem ten sam zeszyt, otworzyłem go na tej samej stronie i przeczytałem ten sam tekst.

Czy mogę zająć minutę?
Mam ci coś do powiedzenia
Słyszałem, że ktoś cię lubi

I to może być nic, ale on znajduje się zaraz przed tobą
Jest mniej więcej moich rozmiarów
Nie odwracaj się, bo on patrzy
Myślę, że go znasz
Ale po prostu nie wiesz, że on znajduje się zaraz przed tobą

Kochanie, rozmawiasz z nim prawie każdego dnia
On naprawdę uwielbia wszystkie gry, w które grasz...

Teraz jednak przyszedł czas na skończenie go. Poprawiłem się na krześle, zacząłem gryźć długopis i po chwili pisałem, w ogóle tego nie kontrolując.

...Kazał mi przekazać ci, aby zobaczyć co powiesz
Zanim wskoczy i zaprosi cię na randkę
Bo mam tego przyjaciela, który szaleje za tobą
Mam tego przyjaciela, który nie może żyć bez ciebie
Mam tego przyjaciela i chciałbym móc zobaczyć
Jakby to się skończyło, gdybyś wiedziała, że to ja
Coś, co muszę ci powiedzieć
On gra na basie
Sądzi, że lubiłabyś go bardziej
Gdyby miał samochód, ale teraz znajduje się zaraz przed tobą
Kochanie, rozmawiasz z nim prawie każdego dnia
On naprawdę kocha wszystkie gry, w które grasz
Kazał mi przekazać ci, aby zobaczyć co powiesz
Zanim wskoczy i zaprosi cię na randkę
Bo mam tego przyjaciela, który szaleje za tobą
Mam tego przyjaciela, który nie może żyć bez ciebie
Mam tego przyjaciela i chciałbym móc zobaczyć
Jakby to się skończyło, gdybyś wiedziała, że to ja
Rozmawiam z tobą prawie każdego dnia
I uwielbiam wszystkie gry, w które grasz
więc chcę ci przekazać, aby zobaczyć co powiesz
Zanim wskoczę i zaproszę cię na randkę

Odłożyłem długopis i zamarłem.
- Czy ja właśnie skończyłem piosnkę dla Veroniki? - pokręciłem głową i ze świstem wypuściłem powietrze. Po chwili wstałem z krzesła, bo przypomniałem sobie o zbliżającej się ogromnymi krokami imprezie. Wziąłem pierwszą lepszą koszulkę i spodnie, nie przejmując się zbytnio tym, w jakim są stanie, ale kiedy zobaczyłem, że chwyciłem ubranie od Ronnie, momentalnie wybrałem inne.
Julie zawsze kojarzyła mi się z wypindrzoną idiotką na obcasach, jednak kiedy otworzyła mi drzwi, musiałem przyznać, że była gorąca.
W sumie, mogłem to przyznać, nie byłem oficjalnie w Veronicą, poza tym, ona miała mnie kompletnie gdzieś.
- Wyglądasz super, Juls - rzuciłem, kiedy gestem ręki zaprosiła mnie do środka.
- Dzięki, Calum - zachichotała. To nie był tak przyjemny chichot jak Ver... emm... To nie był przyjemny chichot, dlatego skrzywiłem się prawie niezauważalnie. - Jesteś spóźniony.
- Wiem, przepraszam, coś mnie zatrzymało - wyznałem.
- To w takim razie musisz to odrobić. Zaczynamy właśnie rundkę w karaoke, zaśpiewasz nam coś? - zatrzepotała rzęsami. Wywróciłem oczami, jednak zgodziłem się.
Przy stole karaoke stali już Mike i Ash, zdziwiłem się, kiedy koło nich zobaczyłem Ronnie.
- Hej, chłopaki - uśmiechnąłem się. - Co ty tu robisz? - spytałem brunetkę na ucho, a ona posłała mi sarkastyczny uśmiech.
- To co ty. Zapominam o tobie, Calum - powiedziała i odeszła na parkiet, zbliżając się do Julie i jej przyjaciółek.
- Co będziesz śpiewał? - zapytała blondynka, która zmaterializowała się koło mnie w niewiadomym momencie.
- Emm... Dark Side? - zaproponowałem.
- Niee... Coś żywszego.
- Myślałem, że to impreza halloween'owa, a Dark Side nadaje się jak ulał... - zmarszczyłem brwi.
- Ta impreza ma wspólnego z halloween tyle, co... nic - zachichotała, znowu, a ja ledwo powstrzymałem odruch wymiotny. Okej, idzie nieźle, idzie nieźle, Calum, to tylko Juls...
- Może Amnesia? Luke mi ją kiedyś zagrał, jest naprawdę dobra - rzuciła jakaś dziewczyna, która usłyszała naszą rozmowę.
- Nie, tylko nie Amnesia. Ona jest wolna - zaoponowałem. I za bardzo określa mnie i Ronnie, dodałem w myślach.
- Oj tam, dobra - skrzywiła się Julie. - Śpiewasz Fireflies i koniec.
- Ale...
- Koniec - syknęła, a ja otworzyłem szeroko oczy. Dobra, wariatko...
Kiedy wszedłem na scenę zostałem gromko oklaskany i po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem na sobie to spojrzenie. Usłyszałem pierwsze takty utworu.
Odśpiewałem piosenkę mechanicznie, w ogóle nie zastanawiając się nad słowami. Kiedy skończyłem, zerknąłem krótko na Veronicę, która biła brawo, jednak zawzięcie dyskutowała z przyjaciółkami Julie, nie zwracając na mnie większej uwagi. Wzruszyłem ramionami i przekazałem mikrofon bliżej nieokreślonemu chłopakowi, który zataczając się wszedł na scenę.
- To było super - zaszczebiotała Julie, a ja skinąłem, niemo dziękując jej za komplement. - Hej, co się dzieje? Jesteś jakiś nieobecny - przerwała na chwilę. - Chyba wiem, co sprowadzi cię na ziemię.
Otworzyłem szeroko oczy przypominając sobie sytuację pod jabłonią.
- Mały szot - podała mi kieliszek.
Niemal niezauważalnie wypuściłem powietrze z ulgą. Wypiłem alkohol w mgnieniu oka.
Kilka godzin i kilka(naście?) podobnych kolejek później przysiadła się do nas jakaś ruda laska. Była ładna, naprawdę ładna. I wysoka. Zajęła miejsce koło mnie.
- Hej, jestem Jess. Widziałam, jak śpiewasz. Nieźle - mrugnęła do mnie, a ja przedstawiłem się z czknięciem. Jess zachichotała i chwyciła swój kubek opróżniając go do dna. Po naprawdę niedługiej chwili oboje byliśmy już nieźle wstawieni.
- Masz dziewczynę? - spytała ruda i zachichotała.
- Nie...? - przełknąłem ślinę.
- A jesteś zainteresowany? - przybliżyła się do mnie i już miałem ją pocałować, jednak się odsunąłem. Pomyślałem o tym, jak zawiedziona byłaby Veronica.
Bo minie sto dni, zanim zapomnisz, że istniała...
To był ten moment. Wtedy podjąłem decyzję.
...a ona ucieknie i będzie poza twoim zasięgiem... 
Jedynym racjonalnym rozwiązaniem mojego uzależnienia od Ronnie była kuracja.
...Uwolnisz się z sieci...
Studniowa Kuracja Antymiłosna.

------------
Omg wierzycie że to już koniec?!?! :CCCC Teraz będzie tak mega smutaśnie bo ta kuracja i w ogóle, ale pamiętajcie, że jakby otwiera się przed wami kolejna część historii Caluma i Ronnie, yaaay! <3
Miałam w głowie taką super notatkę z podziękowaniami, ale chyba musicie się zadowolić zwyczajowym 'kocham was' i kilkoma byle jakimi słowami ode mnie, bo mam teraz totalną pustkę w głowie, to przez te emocje chyba i trochę no ndjghsdihjis :ccc
Dedykuję tą część wspaniałej @SmothieLover, dzięki której dostajecie 1.10 o wiele szybciej, niż to planowałam, damn it, muszę być bardziej asertywna ahahahahha XD Także ten no. Dodam zaraz jeszcze aktoreczkę od Jess :3
I wybaczcie, że Dark Side to wersja Glee, ale słuchając Kelly zastanawiałam się, jak to Calum wyciągnie, więc postanowiłam dać pierwszą wersję, którą poznałam (yep, ja taki Gleek :D).

No więc, kocham was mocno, jak mi się coś przypomni to dopiszę XD

Aaa! Pamiętajcie o konkursie! I jeszcze chciałam wam powiedzieć, że to miłe, kiedy piszecie mi 'weny' i w ogóle, ale w sumie, żeby pisać Studniową nie potrzebuję weny bo nie ważne co kiedy jak i gdzie, ona sama wychodzi spod moich palców lel XD Poza tym, moją największą motywacją są wasze komentarze, więc goł goł goł! :DD + Dziękuję za prawie 1000 wyświetleń <3 To chyba już, hahahah :D

O, jeszcze nie XD Nowy rozdział, a dokładniej prolog tego rozdziału z postaci 2.1 ukaże się w następny piątek (o nie, o nie, tydzień bez Connie) :)

DO NASTĘPNEGO, KONIKI <3 XD

*mam zryty mózg, cicho*

poniedziałek, 5 maja 2014

1.9

(((Dziś bez piosenek, przeczytajcie go w ciszy.)))

KONKURS W NOTATCE POD ROZDZIAŁEM, PLS PRZECZYTAJ :D

Dzień minus szósty; 25 października

Rano umówiłem się z Ashtonem na spotkanie, w południe w garażu. Zgodziłem się bez wahania, to w końcu nadal był mój przyjaciel. Upewniłem się tylko, czy nie natknę się na Lucasa, on jednak zaprzeczył, więc nic nie powstrzymywało mnie przed pójściem. Około dziesiątej przyszła Ronnie, kiedy otrzymała moją wiadomość, stwierdziła, że musi pomóc mi się dobrze przygotować. Nadal oficjalnie nie byliśmy razem, więc czułem się trochę niezręcznie w jej towarzystwie, ale nadal coś do niej czułem, więc nie mogłem jej odmówić.
- Hej, Cal! - rzuciła od progu i przytuliła mnie delikatnie. Odsunęła się z uśmiechem i wręczyła mi papierową torebkę bez żadnego logo.
- Cześć... Co to? - spytałem zaciekawiony
- Kupiłam ci wczoraj koszulkę, bo kiedy ją zobaczyłam, od razu pomyślałam o tobie i twoim bardzo punkowym zespole - zaśmiała się. Zawsze szydziła z 5 Seconds Of Summer, ale uważałem, że jeszcze kiedyś jej pokażemy i zostaniemy sławni. Odebrałem od niej opakowanie i powoli wysunąłem z niego koszulkę. Była czarna, na szerokich ramiączkach, bez żadnego nadruku.
- Dlaczego pomyślałaś o moim zespole? - spytałem nieco rozbawiony.
- No bo wiesz, takie szerokie ramiączka, no i czerń... - zarumieniła się, a ja nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem. Ronnie oburzyła się i założyła ręce na piersi. Przytuliłem ją nadal się śmiejąc.
- Jest śliczna, szpinaczku.
- Szpinaczku? - parsknęła śmiechem patrząc mi w oczy.
- Ej, może lubię? - zrobiłem smutną minkę, a ona zachichotała znowu. Po chwili do niej dołączyłem i znowu mocno ją przytuliłem.
- Hej, dość tych czułości - powiedziałem. - Musisz mi pomóc, spotykam się z Ashem, pamiętasz?
- Oczywiście, panie Hood - mrugnęła do mnie i ruszyła po schodach do mojego pokoju. Pokręciłem głową z niedowierzaniem, jednak zaraz przypomniałem sobie, że przecież dobre dziewczynki to tylko złe dziewczynki, które nie były złapane. Pobiegłem więc za nią i zobaczyłem, że już przeszukuje moją szafę w poszukiwaniu odpowiednich ubrań.
- Nie mogę po prostu założyć twojej koszulki? - rzuciłem wzruszając ramionami. Veronica spojrzała na mnie wielkimi oczami.
- Ale to zbyt ważne spotkanie, a ty...
- Przestań, Ronnie - przerwałem jej. - To tylko mój kumpel, a nie Barack Obama - zachichotałem. Veronica westchnęła i zaczęła przeglądać część ze spodniami. Podała mi zwykłe czarne jeansy i bez zastanowienia dołączyła do tego czarne vansy.
- Czyli dzisiaj na czarno, hm? - spytałem, przytulając ją od tyłu. - Nie wydaje mi się, żebym miał powód do żałoby.
- Tymi ubraniami pokażesz mu, że tęsknisz za jego przyjaźnią - wyjaśniła odwracając się do mnie i patrząc mi w oczy. - Bo tęsknisz, prawda?
- Czasami, kiedy jestem z tobą, zapominam o tym, że istnieją - wyznałem cicho, łudząc się, że tego nie usłyszała. Nadal wpatrywała się we mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, a ja nie mogłem odwrócić wzroku. Były magnetyczne, jakby przyciągały moje spojrzenie nie ważne, czy tego chciałem, czy nie.
- Ja też tak mam - wyszeptała.
- Jak? - zmarszczyłem brwi.
- Czasami, kiedy jestem z tobą, zapominam, że istnieją. Rodzice, szkoła, świat. Wszystko. Bo wtedy jesteś tylko ty.
Przełknąłem głośno ślinę, a mój oddech stał się ciężki. Po chwili znowu poczułem jej usta na swoich, tym razem jednak były bardziej subtelne, bardziej... jej. Tym razem i ona włożyła całą siebie w pocałunek. Nie byłem już tylko ja.
Od teraz byliśmy w tym razem.
Byliśmy my.
Niechętnie odsunęliśmy się od siebie, kiedy usłyszeliśmy dźwięk mojego telefonu. Podniosłem go z łóżka i odebrałem, nie patrząc na dzwoniącego.
- Halo? - rzuciłem bez emocji.
- Calum? - usłyszałem zdesperowany głos po drugiej stronie słuchawki. Chwilę zajęło mi skojarzenie faktów i przypasowanie go do którejś z twarzy w mojej głowie.
- Luke - odpowiedziałem zaciskając usta w prostą linię.
- Calum, proszę, nie rozłączaj się - jęknął, a ja usłyszałem, że płacze.
- Hemmings, co się stało? - syknąłem nadal wściekły na Lucasa.
- Słuchaj, nie dzwoniłbym do ciebie bez powodu, tym bardziej teraz, kiedy nienawidzisz mnie chyba bardziej niż pani Saintrow.
- Kurwa, Hemmings, mów, co się dzieje - powiedziałem stanowczo. Zacząłem się poważnie bać.
- Ja... Ja nie wiem, czego oni od niej chcą, ale musiałem to zrobić, bo inaczej oni... - urwał. Usłyszałem krzyki w tle. Luke szybko rzucił tylko:
- Róg Bloffin i Lower, mała alejka.
Rozległo się pikanie sygnalizujące zakończenie połączenia.
- Calum, co się stało? - Veronica spytała cicho. Ścisnąłem telefon w dłoni.
- Napisz do Ashtona, że ma przyjechać do mnie najszybciej, jak tylko się da. I ubieraj się.
- Ale...
- Veronica! - krzyknąłem, a ona pisnęła z przerażenia i podskoczyła w miejscu. - Przepraszam. Po prostu to zrób, proszę - westchnąłem i zarzuciłem kurtkę na ramiona. Kiedy wyszła, rozejrzałem się do pokoju i wsadziłem pistolet do tylnej kieszeni dresów. Nie zdążyłem się jeszcze przebrać, ale wtedy najmniej mnie to obchodziło.
Zbiegłem na dół, a Ronnie od razu zakomunikowała mi, że Ashton już tu jedzie.
- Zejdź na podjazd i gdy tylko przyjedzie, wsiądź na tylne siedzenie. Ignoruj pytania - mówiłem szybko, jednak ona skinęła i opuściła dom. Poszedłem do kuchni i szybko wziąłem apteczkę. Tak na wszelki wypadek.
Wybiegłem z domu w momencie, kiedy Ronnie zamykała drzwi z tyłu. Wsiadłem na miejsce przedniego pasażera i zapinając pas, rzuciłem:
- Róg Bloffin i Lower.
Ashton skinął i wyjechał z mojego podjazdu. Łamał chyba wszystkie możliwe przepisy: przekroczył prędkość, kilka razy przejechał przez czerwone światło, wyprzedzał na podwójnej ciągłej, używał telefonu w trakcie jazdy (napisał do Michaela, żeby przyjechał na miejsce)... Mimo to nie był jeszcze ścigany przez radiowozy, więc to chyba dobrze.
- Czy musisz tak pędzić? - pisnęła z tyłu Veronica. Ash rzucił mi błagalne spojrzenie, a ja skinąłem delikatnie, opierając się mocniej o zagłówek.
- Słuchaj, niunia - chrząknąłem, a on przewrócił oczami. - Nasz kumpel jest w niebezpieczeństwie i potrzebuje naszej pomocy, ro chyba, kurwa, logiczne, że będę pędzić - syknął.
- Ten sam, który próbował mnie zgwałcić? - parsknęła, zaplatając ręce na piersi. - Mogłam w ogóle nie przychodzić - mruknęła pod nosem.
- Może faktycznie mogłaś - powiedziałem i zacisnąłem zęby. Ona otworzyła szeroko usta i zamrugała kilka razy, po czym pochyliła się do mnie i powiedziała tak cicho, żebym tylko ja mógł to usłyszeć.
- Ostatni raz uratowałam ci dupę w szkole. Teraz radź sobie sam. Nie chcę mieć nic z tobą wspólnego.
I opadła na siedzenie jak gdyby nigdy nic. Kiedy za niecałe pięć minut dojechaliśmy na miejsce, nawet nie zaczekała, aż Ashton do końca się zatrzyma, po prostu wypadła z samochodu i pobiegła w bliżej nieokreślonym kierunku. Odprowadziłem ją wzrokiem. To był ostatni raz kiedy widziałem ją tego dnia.
- Calum, rusz dupę! - usłyszałem Michaela, który najwyraźniej dojechał i który właśnie trzymał dla mnie drzwi od Seata Ashtona, gestem pokazując mi, żebym wysiadł. Momentalnie wyskoczyłem z auta i pobiegłem w uliczkę, w której rzekomo znajdował się Lucas.
- Luke! - krzyknąłem. Nie otrzymałem odpowiedzi. - Hemmings, do chuja! - wydarłem się.
- Hoodie!
Otworzyłem szeroko oczy, kiedy usłyszałem jęk za kontenerem na śmieci. Zajrzałem tam i zobaczyłem pobitego Luke'a. Krwawił z nosa, jedną ręką trzymał się za żebra, a druga była nienaturalnie wykrzywiona.
O mój Boże.
Podbiegłem do niego i krzyknąłem do Mike'a, żeby zadzwonił po karetkę. On oddalił się, żeby wykonać telefon. Wyjąłem apteczkę i unieruchomiłem złamaną rękę Hemmingsa, potem zatamowałem mu krwotok i pomogłem wstać. Nie było to łatwe, z pewnością miał połamane żebra. Znowu przydał mi się ten głupi kurs pierwszej pomocy, pomyślałem i westchnąłem, podtrzymując kulącego się z bólu Luke'a.
- Będzie dobrze - powiedziałem. - Wyjdziesz z tego, stary.
Wtedy przyjechało pogotowie, spakowało rannego i odjechało. Razem z Ashtonem wsiedliśmy do jego samochodu, Michael zrobił to samo ze swoim pojazdem. I odjechaliśmy pogrążeni w zadumie.
Do końca dnia siedziałem w swoim pokoju myśląc o tym, kim byli ci ludzie. Co od niego chcieli. Co chcieli od niej. Sen przyszedł znienacka, o wiele za wcześnie, niż bym tego chciał.
------------
Konkurs: A więc, konkurs polega na zwyczajnym przysłaniu mi zdjęcia (zdjęć?) Caluma, które kojarzy wam się z Calumem ze Studniowej LUB, co będzie brane pod uwagę w pierwszej kolejności, zaproponować aktorkę/modelkę, która wygląda jak Ronnie, którą sobie wyobrażacie. Pamiętajcie, że Veronica ma około 16-17 lat, więc kobieta maksymalnie do 24-25 lat :) Wygrać można *fanfary, werble i w ogóle* swoją własną postać w Studniowej. Brzmi interesująco? Weź udział! Dopiero wtedy, kiedy wygrasz, będę mogła wyjaśnić ci dokładniej, o co chodzi i jak to wszystko będzie wyglądać :D ZDJĘCIA WYSYŁAJCIE NA MAILA: cedricellina@gmail.com (dzięki za poinformowanie mnie o tym nadnaturalnym failu, hahahahhaha XD) EDIT: do końca maja :D i zdjęcie dziewczyny z jej nazwiskiem poproszę :') *chyba zapomniałam wszystkiego dodać do tego konkursu, Boże ;_;*

W OGÓLE JARAM SIĘ TYM KONKURSEM XDD <3

Normalna część notatki: Dodaję 1.9 wcześniej, bo teraz szykuje się dla mnie ciężki okres, dlatego nie wiem, czy zdążyłabym do piątku. W każdym razie - tylko 6 dni do końca rozdziału 1, czyli tylko jedna część! :D Jara się ktoś ze mną? :')

Ten rozdział jest długi na życzenie @mika69_1D i @luukeyx, które wciąż narzekają, że rozdziały są krótkie. Będę się starała pisać jeszcze dłuższe niż ten ;)

Kocham was! x

niedziela, 4 maja 2014

1.8

(((EDIT: Rozdział pisałam przy piosenkach:
- Chris Cab - Liar Liar
- U2 - Ordinary Love)))
Dzień minus dwudziesty; 10 października
Rano obudziłem się z Veronicą na klatce piersiowej. To był już czwarty raz, kiedy przyszła do mnie i zasnęła, więc za każdym razem zostawała na noc. Jeszcze spała, więc postanowiłem nie budzić jej i po prostu napawać się jej widokiem. Była taka piękna, nie mogłem tego pojąć. To powinno być karalne.
Kiedy przekręciła głowę i zamlaskała przez sen, wtulając się we mnie jeszcze mocniej, zacząłem gładzić jej czarne włosy. Były takie miękkie, a ona wyglądała na taką bezbronną i delikatną przez sen... Tak jakby każdy mój dotyk mógł ją w każdym momencie skruszyć, połamać na kawałeczki, bo była taka porcelanowa, taka nietykalna. Nie mogłem przestać wpatrywać się w jej długie rzęsy, zadarty nosek, lekko rozchylone usta i ten jedyny nieidealny element jej twarzy - małą bliznę nad brwią. Nie pytałem, skąd ją ma, jednak to ją z pewnością kochałem najbardziej. Była jedynym dowodem na to, że nie jest aniołem i nie jest idealna.
Veronica poruszyła się delikatnie i przetarła oczy dłońmi. Uśmiechnąłem się, kiedy spojrzała na mnie zaspana. Ona powtórzyła mój ruch i położyła głowę z powrotem na mojej piersi. Leżała tak chwilę i już myślałem, że znowu zasnęła, jednak po chwili spytała mnie cicho:
- Calum, musimy przestać to robić.
- Ale co? - spytałem zdezorientowany.
- To całe moje zostawanie na noc w końcu wyjdzie na jaw...
- Nie moja wina, że nie mam serca cię budzić.
Westchnęła cichutko, a ja znowu poczułem, że się rozpływam. Boże, co ona ze mną robi.
- Głodna, księżniczko? - spytałem unosząc brew.
- Zawsze, księciu - odpowiedziała i usiadła, strącając pasemka włosów z twarzy. Podniosłem się z łóżka i skierowałem swoje kroki do kuchni. Usłyszałem dźwięk jej małych stópek za mną, więc odwróciłem się zdziwiony.
- Co się dzieje? Myślałem, że oboje postanowiliśmy, że to ja będę gotował po incydencie z naleśnikami z chilli.
- Myślałam, że to taki dziwny cukier! - założyła ręce na piersi i wydęła usta. - Ale nie o to mi chodziło.
- A o co?
- Czy moglibyśmy... - urwała, spuszczając głowę. - Czy moglibyśmy posiedzieć dziś na przykład tutaj u ciebie i po prostu nic nie robić? - zarumieniła się.
- Dlaczego? Myślałem, że jesteś fanem aktywnych sobót - zaśmiałem się, wspominając jej rowerowy rytuał.
- Po prostu dzisiaj... Nie wiem. Chcę spróbować życia, które wiedziesz. Chcę móc być w domu i nie musieć wysłuchiwać ciągłych rozmów telefonicznych, chcę wstawać w weekendy o tej porze, o której tylko mam ochotę, chcę usunąć z umysłu widok papierów z kancelarii w każdym możliwym miejscu w domu...
- A co ty na to, żebyśmy nic-nie-robili na pikniku w parku? - zasugerowałem, nie chcąc zostawać w domu przez calutki dzień. Ronnie uśmiechnęła się leniwie.
- Brzmi cudownie. Ale na razie umieram z głodu, panie kucharzu. Co na śniadanie? - Veronica ściągnęła fartuch z Elmo z haczyka przy lodówce i założyła mi go przez głowę, po czym zabrała się do wiązania go na moich plecach.
- Hm. Jajecznica? - rzuciłem wzruszając ramionami.
- Ale tylko najlepsza, jaką potrafisz. Nie mogę się doczekać - cmoknęła mnie w policzek i udała się do salonu, a ja aż drgnąłem na ten gest. Cholera, zachowujemy się jak para, ale nawet nie uściśliliśmy tego, co jest między nami.
Pogrążony w rozmyślaniach o relacji Calum - Ronnie, zacząłem przygotowywać jajka. Wtedy rozległ się dźwięk telefonu. Veronica poderwała się z miejsca i odebrała go, przedstawiając się moim nazwiskiem, a ja aż zachłysnąłem się powietrzem. Cholera jasna.
- Tak, już go daję... Jestem tylko jego koleżanką, Calum właśnie gotuje i poprosił mnie, żebym odebrała, bo czeka na ważny telefon... W porządku, przekażę mu... Do zobaczenia, pani Hood.
Weszła do kuchni jakby wcale przed chwilą nie tłumaczyła się mojej mamie, dlaczego odbiera jej telefon jej nazwiskiem.
- Twoja mama dostała awans - powiedziała podekscytowana. Otworzyłem szerzej oczy, a kiedy to do mnie dotarło, uśmiechnąłem się szeroko. Ronnie podbiegła do mnie i uściskała mnie mocno.
- Ale... Ale jak? - spytałem wciąż się uśmiechając. Mama starała się o ten awans od trzech lat. Naprawdę powoli traciłem już nadzieje.
- Tak właśnie! Szef poprosił ją dziś o spotkanie i jest już oficjalnie menadżerem - wyjaśniła mi, po czym szybko odwróciła mnie w stronę patelni, wciskając w rękę szpachelkę. - Jeśli przypalisz tą jajecznicę to cię chyba zabiję.
Przewróciłem oczami, jednak nie przestawałem się uśmiechać. Byłem w wyśmienitym humorze, który dodatkowo potęgowała obecność Ronnie, która gotowa była spędzić ze mną cały dzień.
Po zjedzonym śniadaniu spakowaliśmy do kosza wiklinowego kanapki, owoce, sok jabłkowy z dwoma plastikowymi kubkami oraz koc. Tak spakowani wyszliśmy z domu, kierując się do pobliskiego parku. Pogoda była cudowna, na niebie pojawiały się tylko pojedyncze, pierzaste chmury. Słońce grzało i wiał delikatny wietrzyk. Naprawdę wymarzona pogoda na piknik.
Po około dziesięciu minutach drogi w ciszy, Veronica złapała mnie za rękę. Spojrzałem na nią zdziwiony, a mój puls przyspieszył momentalnie. Ona rzuciła mi szybkie spojrzenie, jednak nie powiedziała nic, więc ja tylko zamknąłem jej malutką dłoń szczelniej w mojej dużej i uśmiechnąłem się do siebie. Chwilę później cisza zaczęła się robić niezręczna, więc postanowiłem ją przerwać.
- Czemu tak spokojnie tłumaczyłaś się wtedy mojej mamie przez telefon? Wydawałaś się w ogóle nie przejmować.
- Cóż, to było trochę dziwne, że odebrałam telefon w jej domu jej nazwiskiem, ale gdybym okazała, jak bardzo się wtedy zmieszałam, zaczęłaby coś węszyć. Uwierz, że kiedy masz rodziców takich, jak Veronica Darkstone, stajesz się aktorem na pełny etat.
Zachichotałem na jej komentarz, a ona uśmiechnęła się pod nosem. Dotarliśmy do parku. Rozłożyliśmy się pod uroczą jabłonką (tak, to był pomysł Ronnie). Veronica położyła się, rozkoszując jesiennymi promieniami słońca. Tuż nad naszymi głowami rosły jabłka, ale przedzierało się przez nie światło słoneczne na tyle mocno, że po chwili dziewczyna musiała założyć okulary. Usiadłem na brzegu koca, wpatrując się w delikatne rysy brunetki. Kiedy zdała sobie z tego sprawę, usiadła i zdjęła okulary.
- Co się dzieje? - spytała marszcząc czoło. - Jesteś ostatnio jakiś nieobecny.
Potrząsnąłem energicznie głową.
- Nie wiem. Tak jakoś.
- Wiem, co ściągnie się na ziemię.
Spojrzałem na nią unosząc jedną brew.
- Pamiętasz, Calum? Obiecałeś mi, że coś dokończymy - wyszeptała, a ja zamarłem. Oczywiście, że pamiętałem. To była jedna z niewielu rzeczy, które zostały w mojej pamięci odkąd poznałem Veronicę. Skinąłem więc głową, a ona usiadła bliżej mnie. Miałem wrażenie, że wszystko dookoła zwolniło, nagle okazało się tak nieważne jak skasowany bilet. Ronnie nachyliła się w moją stronę patrząc mi w oczy.
- Calum, nie wiem, dlaczego, ale niesamowicie mnie do ciebie ciągnie... - urwała. - Co ukrywasz, Calumie Hood? - spytała bardziej siebie niż mnie. Moje uczucia do ciebie, pomyślałem, jednak możliwość racjonalnego myślenia odleciała daleko stąd kiedy usta Veroniki delikatnie musnęły moje. Były jak delikatny, cichy motylek, który przysiadł na kwiatku, a potem od razu odleciał. Położyła dłoń na tyle mojej głowy przyciągając mnie do siebie bliżej, żeby móc pogłębić pocałunek. Wkładałem w niego całe moje życie, całą duszę, całego siebie. To nie był tylko pocałunek. To był nowy rozdział otwierany między nami. I nasz mały sekretny świat między naszymi ustami, tak mały, że tylko my mogliśmy go zobaczyć, tylko my mogliśmy go poczuć. Kiedy zabrakło nam powietrza, odsunęliśmy się od siebie.
- Wróciłeś, Calum? - spytała uśmiechnięta.
- Tak, zdecydowanie wróciłem - wyszeptałem.
- To dobrze. Tęskniłam.
------------
Halo halo halo, czy ktoś w ogóle czyta te notki? XD No nie ważne. Macie se a lá double update'a, bo w czwartek dałam mega krótki. Czy tylko ja tak mega przeżywam tą część? No i poza tym to sie jarajcie, bo byłam dziś cały dzień na zbiórce zuchowej *yep, jestem przyboczną zuchową* i mimo wszystko piszę dla was takie o to mega długie gówno!
No więc, kocham was bardzo mocno no i ten no.
ASHDISHFISH CONNIE'S KISS >>>>
Tak bardzo sie jaram XDDD

czwartek, 1 maja 2014

1.7

(((Rozdział pisałam przy piosence:
- Jason Walker - Everybody Lies)))
PROSZĘ, PRZECZYTAJ NOTATKĘ POD ROZDZIAŁEM
Dzień minus trzydziesty; 3 października
W kawiarence dowiedziałem się wszystkiego, co Luke zrobił jej w tym składziku i, przede wszystkim, zrozumiałem rolę Michaela w tym wszystkim.
- Kiedy byłam w łazience z Sophie, wiesz, tą z dużymi zębami, nie działo się nic szczególnego. Potem wyszłam, a przed drzwiami siedział Luke. Wstał, kiedy mnie zobaczył i uśmiechnął się. Zaproponował, że odprowadzi mnie pod salę, bo chce ze mną porozmawiać. Zgodziłam się. Kiedy mijaliśmy składzik, wepchnął mnie do środka. Zdezorientowana zaczęłam na niego krzyczeć. On przypchnął mnie do ściany i zaczął całować, zdecydowanie zbyt agresywnie. Próbowałam go odepchnąć, jednak był za silny. Zaczęłam płakać, a kiedy tylko na chwilkę odszedł ode mnie, krzyknęłam 'pomocy!'. Zostałam za to przez niego spoliczkowana i od razu przeszedł do rzeczy. Kiedy już miałam stracić dziewictwo na rzecz tego... - urwała. - Do składzika wleciał Michael. Gdy zobaczył, co się działo, wyjął z kieszeni scyzoryk i cisnął nim w Lucasa. Ten jednak szybko mną szarpnął i nóż trafił w moją dłoń. Wrzasnęłam z bólu. Luke rzucił się do ucieczki, a Mike ruszył w pogoń za nim, uprzednio nakazując mi nie ruszać się z miejsca. Zabrał mi wtedy telefon, co wytłumaczył mi tego samego dnia, kiedy przyszedłeś do moich rodziców rano. Napisał do ciebie, bo nie chciał cię martwić. Nie chciał cię w to mieszać... A potem usłyszałam kroki. Było po dzwonku, więc wiedziałam, że to ty. Zawołałam, a wtedy ty przyszedłeś. Resztę już znasz.
~~~
Dnia minus dwudziestego dziewiątego podszedłem do Luke'a, jakby nigdy nic się nie stało. Nie, wcale nic się nie stało. Próbował zgwałcić Veronicę, to przecież nic. Umówiłem się z nim w garażu, w którym odbywały się próby naszego zespołu. Zgodził się z wahaniem, ale się zgodził, to najważniejsze. Skrzyknąłem Michaela i Ashtona, żeby odciągnęli mnie od Lucasa, jeśli sprawy zajdą za daleko. Byłem wkurzony, ale inteligentny. Nie chciałem trafić za kratki. Nie teraz, kiedy Ronnie tak bardzo mnie potrzebowała.
- O co chodzi, stary? Mamy jakąś nową serenadę, którą chcesz zagrać Veronice pod oknem? - rzucił wchodząc do garażu. Ty mały, wredny... Nie skończyłem nawet tej myśli, moje pięści pracowały same. Uderzały twarz blondyna raz za razem, a kiedy ten upadł, zacząłem mówić między kolejnymi ciosami.
- Co ci, do cholery, odbiło?!
Uderzenie.
- Czemu akurat ona?!
Uderzenie.
- Czy sprawiło ci to przyjemność, to, że tak się ciebie bała?!
Uderzenie. Wtedy do akcji wkroczyli Mike i Ash, którzy odciągnęli mnie od krwawiącego Hemmingsa. I wtedy też rzuciłem wściekle:
- Czy ty nie rozumiesz, że ja ją, kurwa, kocham?!
Cała trójka spojrzała na mnie całkowicie zdezorientowana, jednak ja tylko wyszedłem, trzaskając zamknięciem od garażu.
Spotkałem się potem z Ronnie, zaprosiłem ją do siebie i zamówiłem pizzę. Powiedziała rodzicom, że idzie do koleżanki, więc kiedy zasnęła na moim łóżku, gdy oglądaliśmy Kac Vegas, napisałem z jej telefonu, że postanowiła zostać na noc. Przykryłem ją kołdrą i ułożyłem się koło niej. Zasnąłem spokojnie, wdychając jej zapach i wiedząc, że była bezpieczna.
-------
UWAGA, JEŚLI CHCESZ BYĆ INFORMOWANA O NOWYCH CZĘŚCIACH, NAPISZ O TYM NA TT DODAJĄC HASHTAG #STUDNIOWA. PISZCIE NA NIM TEŻ WSZYSTKO, CO SĄDZICIE O CZĘŚCIACH :)
Wydaje mi się, że dziś mega krótko, ale napisałam też epilog, dlatego ciężko mi było z tą częścią.
Cieszcie się, rozdział przed czasem :)) Znowu! Jestem dla was za dobra, hahahahaha XDD
Bardzo was kocham xx

Obserwatorzy